dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3429856 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Kaźmierz hr. Wodzicki członek Akademii Lugduńskiéj, Tow. Przyrodników Isis, Centralnego Tow. Ornitologów Niemieckich i Tow. Lekarzy i Przyrodników Polskich. Zapiski ornitologiczne. IV. Kuropatwa. W Krakowie, nakładem i czcionkami drukarni "Czasu" pod zarządem Józefa Łakocińskiego. 1878.]

W roku 1874 wiał wiatr wschodni przez sześć tygodni i zamknął u nas ptaki; moja okolica jest ostatnią etapą dla słonek i odemnie już ruszają pospiesznym pociągiem. Nadlatywały ustawicznie stadka i gromadki słonek, posuwały się na kraniec lasów, lecz nie miały odwagi puszczać się w podróż. Były krzaki przepełnione słonkami, a zamiast takowych ubywać przez strzelanie, zawsze się liczba pomnażała. Pamiętna to jesień, w której słonki u nas bawiły przez sześć tygodni i dopiéro w pierwszych dniach Listopada odlecieć zdołały.




[źródło: Łowiec. Rok I. Nr 2. Lwów, dnia 4. Lutego 1878. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


W r. 1877 słonki przeczuły zimno, jesień i mróz, i wbrew tradycyjnemu zwyczajowi, licznie już nadlatywały od 27. Września do 3. Października, 4. zaś zaledwie pojedyncze po gęstwinach pozostały, - dalszego ciągu nie było.

Kaź. hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok I. Nr 5. Lwów, dnia 1. Maja 1878. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Szczególny ciąg ptaków w tej wiośnie - większa część tychże nadleciała, nawet epops (dudek) zawitał, a słonek nie ma. Kazałem codzień szukać, i pokazało się, że w każdym z trzech lasów było po jednej słonce. Pierwszy to wypadek wędrówki pojedynczych ptaków. Zdaje mi się, że nocne przymrozki i północne wiatry wstrzymują ciąg.

Kazim. hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok I. Nr 12. Lwów, dnia 1. Grudnia 1878. Rubryka "Korespondencye". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 10. Listopada 1878.

Ciąg słonek w jesieni 1878 r.


Nie podpada wątpliwości, że ten rok jest wyjątkowy i anormalny z tajemnicami nie odsłoniętemi, ze zjawiskami dotąd nie badanemi. W świecie ornitologicznym, entomologicznym, zoologicznym i botanicznym przedstawiał się widok nienaturalnych zdarzeń i epizodów, które warto, aby zdolne pióro zebrało, zestawiło i jako podstawę przyszłych badań porównawczych społeczeństwu przedstawiło. Późna wiosna, spiekota późniejsza i kilkotygodniowe słoty czerwcowe, zgubne były dla grzebiących ptaków, przepiórki z jaj spędzone musiały powtórnie się znosić i nie jedna parka zmuszoną została porzucić podchowaną dziatwę, i według prawideł niezłomnych przyrody powędrować w terminie naznaczonym na ten ciepły Wschód, podający dziś dyplomacyi europejskiej twardy orzech kokosowy do zgryzienia. Dla tej to przyczyny w Październiku nad wodami i w wysokich ścierniach łowiłem najwięcej przepiórek już dorosłych i wypieczonych, wszakże bez opieki i busoli, nie mających odwagi do puszczenia się w podróż a do tego nie były ciśnięte brakiem żeru.

Kuropatw mieliśmy wiele jałowych, również stadka nie liczne wprawdzie, wszakże we Wrześniu nie wymierzone, pochodzące z drugiego zniesienia, a jeżeli cietrzewie i jarząbki się doskonale wychowały, to przypisać należy wczesnemu znoszeniu jaj tych ptaków. Na bagnach znowu zagadka zaostrzająca ciekawość, tajemnica niepokojąca umysł badacza. I tak lęg i ciąg dubeltów był wczesny, obfity i długotrwały, zaś kszyków skąpy i nawet w późnej jesieni, czekającej gościnnie na północnych wędrowców, ptaki te nie pojawiły się w znaczniejszej ilości. Tu znowu ta ostroga umysłu, dla czego? niepokoi i nuży; przecież wiadomo, że dubelt wygodniś i piecuszek słoty i zimna nie znosi, przeciwnie kszyka samica częstokroć wysiaduje jaja pod zimnym deszczem i pod płatkami śniegu. Również małemu bekasowi "Ficlauzowi" (*) nie darzyło się w małżeństwie i w wychowaniu rodziny, nie pamiętam roku tak skąpego tych cichych ptaków. W zamian siewkom rok sprzyjał, jakoteż gęsiom i żórawiom, stada nie do obliczenia przesuwały się na naszym widnokręgu. Nie chcąc puścić wodze pamięci, snującej najrozmaitsze spostrzeżenia tegoroczne, streścić zamyślam ciąg ulubionych przez myśliwych słonek.

Na wiosnę ciąg był nader słaby, nigdzie ani stadem ani rodziną nie zapadły, a wszędzie widzieliśmy parki lub pojedyncze ptaki, kroczące poważnie po naszych wiosennych śniegach, gdyż nader wcześnie przywędrowały i jak się zdaje za granicą pobrane i zaręczone były. W tutejszej nieco zimnej i wysoko leżącej okolicy nie słyszeliśmy rozkosznego chrapania i lubieżnego świstu, wyzywającego do pieszczot, słonki zdaje się przybyły po ślubie, z zupełnie uspokojonemi chuciami, nie myślące jak tylko o znoszeniu jaj i chronieniu zniesionych w obec słoty zimnej. Jak w całym świecie tak i u naszych słonek było wiele wdowców i konkurentów bez samic, te pasibrzuchy były dla myśliwych niepospolitą pokusą w porze dla nich rozpaczliwej, bo nad miarę jałowej. Już w Marcu się pojawiły, a w drugiej połowie Kwietnia strzelaliśmy z jajami lub z jaj spędzone słonki i zaprzestać musieliśmy dla tego polowania.

Poluję od lat 40. z namiętnością i zawzięcie na te ptaki i muszę wyznać, że ciąg tej jesieni był najobfitszy ze wszystkich u mnie zanotowanych i w niektórych dniach ilość słonek była tak wielka, że w jednym miocie bywało wyżej 20. Wiadomem jest, że nikogo nieszczęście, gdy się zaweźmie, tak nie prześladuje, jak myśliwego, można śmiało powiedzieć, że może on wtedy w miękkiem maśle palec złamać i nic mu się nie darzy, a spotkanie przed nim, jak przed upiorem ucieka. Namiętność myśliwska jest nieograniczoną rozkoszą, wszakże srogo przez los prześladowana, myśliwy zaiste uczy się cierpliwości i poddania się wyższej woli. I tak czy Diana (**) czy Nemrod (***), bom ich dopatrzeć i rozpoznać nie mógł, urok na mnie rzucili i co począłem było złe i szkodliwe, a pęta w życiu założone, skrępowały wolę i wstrzymywały działalność. Już 15. Września śniegi wypędziły słonki z północnych krajów i obielonych gór. Nie chciałem wierzyć doniesieniu o słonkach i dla braku psów nie polowałem, wszakże ciśnięty tą gorączkową ciekawością myśliwego z żadną inną nie mogący być porównaną, poszedłem do małego lasku i ruszyłem dziewięć. 25. Września zabiliśmy cztery, a strzelali 32 razy. Wstyd i hańba! zawoła czytelnik i ja jemu zawtóruję, a późniejsze wykazy strzałów w stosunku do ubitych słonek, jeszcze przykrzejsze rzucą światło na moje myśliwstwo, lecz w tym roku zaiste są łagodzące okoliczności i śmiało prosić mogę o pobłażanie. Drzewa i krzaki nie straciły liści, gdyż żadnych przymrozków nie było i strzelec stał przed ciemną kurtyną w obec pokuśnych i zbyt ruchliwych aktorek, zjawiających się niespodziewanie, jak deus ex machina (****), i zanurzających się natychmiast w zielonym gąszczu, istne duchy, których śrót nie dosięgał. I znowu srogi los zamknął mnie na 6 dni, a raporta leśniczych coraz bardziej mnie gorączkowały, donosząc o znacznej ilości słonek, ruszanych po liniach i drogach, nie kazałem bowiem chłopcami szukać. Kto prosi - otrzyma, i na wszystko jest miłosierdzie, los innych musiał trapić, bo mnie porzucił - więc począłem polować.

1.

Października

ubito

20,

ruszono

45,

strzelono

94

razy

3.

"

"

24,

"

60,

"

142

"

4.

"

"

30,

"

65,

"

146

"

5.

"

"

24,

"

60,

"

40

"

6.

"

"

13,

"

24,

"

96

"

7.

"

"

15,

"

35,

"

76

"

9.

"

"

28,

"

58,

"

136

"

10.

"

"

29,

"

45,

"

138

"

11.

"

"

20,

"

50,

"

163

"

 

 

"

203,

"

422,

"

941

"



Liczba ruszonych musi być znaczniejszą jak wyżej podana, gdyż za powtórnem gonieniem miotu już żadna liczoną nie była, a w następującym miocie odtrącone słonki tamże zapadające.

Już znowu los począł mnie prześladować, i z domu wypędził, a gdy powróciłem, dowiedziałem się, że najliczniejszy ciąg był między 20. a 27. Myśliwi moi polowali dwa razy z kilku chłopcami i zabili 32 słonki twierdząc, że w lasku, mającym przestrzeni 30 morgów, ruszyli jednego dnia przeszło sto słonek i powrócili do domu wystrzeliwszy cała amunicyę.

Co w tym ciągu dla mnie najciekawszego, to że w tych samych krzakach kilkakrotnie się powtarzał, i tak 3. Października zastrzeliłem 24 a zostawiłem najmniej 35, kazałem szukać z naganiaczami 10. Października i ruszono 6 ptaków, zaś 20. było tam przeszło sto! Po drugie, że ciąg słonek trwał bez przerwy od 15. Września do 27. Października, a w końcu, że zasiadały jak za porozumieniem poprzedniem w tych samych laskach, a co jeszcze ciekawszego, w tych samych miotach, w których poprzedniczki wystrzelane zostały. W latach dwóch ubiłem 949 słonek, polując w tych samych laskach, na krańcach lesistej okolicy, a w tym znowu roku te krzaki nawidzały słonki. - W lesie jednym od lat 14. nie było nigdy słonek ani na wiosnę ani w jesieni, a gdy się pojawiły, można było zapewnić, że drugiego dnia żadnej nie będzie, w tej jesieni zaś zawitało kilka licznych towarzystw podróżnych i długo pozostawały mimo srogiego prześladowania.

Na Podgórzu karpackiem ciąg był obfity, lecz krótkotrwały i co wyjątkowo spostrzegłem, to słonki przesiadujące w gęstych trawach i sitowiach, a czego zasady i zwyczaje tych ptaków nie dopuszczają, słonki bowiem czyste i dbałe o swe stroje, nie lubią się ocierać o trawy i zarośla, przyzwyczajone do swobodnych ruchów.

Zestawienie ciągów słonek z różnych okolic naszego kraju corocznie, przedstawiłoby dla myśliwych zajmujący obraz, a być może i pożytek z zebranych doświadczeń.

Kazimierz hr. Wodzicki.


(*) Ficlauz - bekasik (ptak)
(**) Diana - rzymska bogini łowów
(***) Nemrod - założyciel państwa babilońskiego, słynny antyczny łowca
(****) deus ex machina - łac. dosłownie "bóg zstępujący z machiny", wyrażenie zaczerpnięte z techniki teatru greckiego, oznaczające niespodziewane i nienaturalne rozwiązanie jakieś sytuacji




[źródło: Łowiec. Rok II. Nr 5. Lwów, dnia 1. Maja 1879. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 18. Kwietnia 1879.

Ciąg tegoroczny był wyjątkowy nietylko co do ilości nadciągających ptaków, lecz wyjątkowy we wszystkich szczegółach. I tak słonki w normalnym wiosennym ciągu ciągną gniazdem czyli rodziną, składającą się zawsze z sześciu ptaków, mianowicie z rodziców i z czworga dzieci (jeżeli które w podróży jesiennej lub wiosennej nie zginęło), w późniejszym ciągu częstokroć przybywają pieszczące się czule parki, które spłoszone zrywają się zawsze razem, gonią w powietrzu szepleniąc sobie czułości. Tej wiosny nadleciały dwie do trzech rodzin, a przez 11 dni polowania, widziałem jedynie dwie zaręczone parki, reszta ptaków nadlatywała tłumnie i gromadnie, okazywała po walce z wiatrem i głodem wielkie znużenie, więc ptaki nieodlatywały już z powodu zimnej temperatury, potrzeby odpoczynku i wstrzymujących wiatrów północno-zachodnich. Gdzie słonki zapadły, tam też pozostawały przez kilka dni, co nam przedstawiało sceny, mogące z grobu nawet obudzić myśliwego. Bywały mioty od czterech do sześciu morgów, a na tej przestrzeni biegało 24 do 30 słonek nie podrywających się.

Zdaje się, że ciepłe powietrze ostatnich dni Marca wypędziło słonki z południowych krajów, i te w podróży zaskoczone zostały naprzód sześciodniową śnieżnicą, później znowu trzechdniowym rozhukanym orkanem, który szalał po naszej okolicy, czego oczywisty był skutek, że ptaki ze swych gościńców i tradycyjnych szlaków spędzone, błąkały się i zmuszone były szukać innych, nowych dróg. Potwierdza to następujący fakt: W dniu 24. Kwietnia zabito małą rudą słonkę, ledwie większą od dubelta (*), w d. 16. b. m. zapadło stado złożone z podobnych ptaków na małej przestrzeni, z którego zabiliśmy 29 sztuk. Gdy u nas spostrzegamy tak częste w słonkach odmiany w kolorycie płaszcza, to tamte ptaki były zupełnie do siebie podobne, a wszystkie o 1/2 część mniejsze od zwyczajnych. Wnoszę, że ptaki te pochodzą z północnych gór, gdzie się późno wywodzą, i już w wczesnej jesieni wędrówkę rozpoczynać zmuszone bywają.

Pierwsze słonki nadleciały 2. b. m. i zapadły na białej zupełnie przestrzeni, śnieg leżał jeszcze 3. 4. 5. a 7. i 8. b. m. lasy położone ku północy i ku zachodowi były jeszcze srokate. Przez pięć dni lodowaty i dokuczliwy deszcz trapił wprawdzie myśliwych niepospolicie, ułatwiał wszakże strzelanie przy gorączkowem naszem usposobieniu do niewidzianej dotąd ilości słonek. Ptaki przemoczone i skostniałe niechętnie się podrywały, pomału leciały i nie daleko zapadały. W nocy nieco cieplejszej z 16. na 17, jak gdyby sobie hasło dały, powędrowały wszystkie, chroniąc się od morderczego śrutu i groźnych odtylcówek, a myśliwi północni zaiste nie wiele widzieć i strzelać będą z tych słonek, które tak sromotnie kampaniję w Olejowie przegrały. Nie jeden pozazdrości takiego polowania, dodać jednak muszę, że miało ono swe ciemne i dokuczliwe strony, błoto bezdenne nie dozwalało jazdy, więc nocne powroty żółwim krokiem w zupełnie przemoczonej odzieży zatruwały nam rozkosze polowania. Musiało być wiele słonek, kiedy w trzech dniach i w trzech myśliwych (straż leśna była zatrudniona i nie mogła uczestniczyć w polowaniu) zabito 72 sztuk.

Rezultat naszego wiosennego polowania na słonki jest następujący

W dniu

2

Kwietnia

znaleziono

2

słonki

ubito

2

"

3

"

"

6

"

"

5

"

5

"

"

6

"

"

4

"

7

"

"

34

"

"

29

"

8

"

"

45

"

"

28

"

9

"

"

50

"

"

37

"

10

"

"

23

"

"

18

"

12

"

"

43

"

"

31

"

15

"

"

40

"

"

29

"

16

"

"

15

"

"

11

"

17

"

"

3

"

"

1

 

 

 

 

267

"

"

195



15go ubito owe małe rude słonki, 16 resztę z nich. Na 267 słonek przybyłych odleciało 72 sztuk.

Kazimierz hr. Wodzicki


(*) dubelt - tu mały ptak z rodziny bekasowatych




[źródło: Łowiec. Rok II. Nr 12. Lwów, dnia 1. Grudnia 1879. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 28 Października.

Ciąg sionek wyjątkowy, anormalny i dziwny później opiszę w "Łowcu", tymczasem kilka słów. Powróciłem wczoraj do domu, mówiono mi, że słaby był ciąg. Od 20go co krzak, to słonka. Dziś od l do 5ej pod domem, w lasku, strzeliliśmy 48 razy, zabili 19 sztuk.

Kaź. hr. Wodzicki.



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019