dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3410342 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
W niniejszym artykule zestawiliśmy trzy interesujące fragmenty z prac hrabiego Wodzickiego. Nie mogliśmy ich bezpośrednio powiązać z okolicami Olejowa, ale - przynajmniej w sensie ogólnym - jak najbardziej dotyczą tego fragmentu Galicji. Stanowią też ciekawy przyczynek do poznania życia naszych przodków w II połowie XIX wieku. Uznaliśmy więc, że warto je umieścić w naszym zbiorze.

To bardzo smutne, jak niewiele takich informacji posiadamy. W XIX wieku żaden etnograf nie dotarł pod strzechy olejowskich czy trościanieckich chat. Bardzo trudno jest trafić na źródła pisane. Zazwyczaj są to jakieś małe wzmianki. Z innych części Galicji zachowały się z tego okresu nawet różne pamiętniki, a tu jak na razie na nic takiego nie natrafiliśmy. Wiec i te drobiazgi, między wierszami prac olejowskiego hrabiego, mają swoją wartość.

Fragment pierwszy dostarcza nam wiadomości o wyglądzie wnętrz chłopskich chat. I nawet o artystycznych preferencjach ludu - jak wygląd świętych obrazów w chatach. Hrabia Kazimierz bynajmniej nie pisał tego dla śmiechu czy wyszydzania, był człowiekiem religijnym i regularnie praktykującym.

Fragment drugi odnosi się do ludowej religijności. Każde kolejne pokolenie narzeka, że za ich czasów ludzie byli inni, w domyśle - lepsi. Ludzka pamięć woli przechowywać lepsze wspomnienia. A tymczasem nie zawsze było tak pięknie. A nawet, chciałoby się rzec, czytając ten fragment - skąd my to znamy? Czy Wodzicki pisze o XIX wieku, czy też o naszych czasach? W innej książce (o skowronkach) hrabia z goryczą zanotował o galicyjskim ludzie, że "karczma jego kościół, a arendarz jego kapłan". Na pocieszenie dodam, że na przełomie XIX i XX wieku, dzięki pracy ludowych kapłanów, takich jak ksiądz Strzeszkowski z Olejowa, zaczęło się to zmieniać na lepsze.

Ostatni fragment jest o niemieckich kolonistach. Pomijając trochę obraźliwe uwagi hrabiego Kazimierza, zawiera bardzo ciekawą informację. Że niemieccy koloniści na wsiach, potomkowie austriackich przybyszów z czasów kolonizacji józefińskiej, w większości NIE ZAWIERALI związków małżeńskich z Polakami i Rusinami. Od dawna dyskutujemy z Kazimierzem temat pochodzenia trościanieckiego rodu Dajczaków (ale też i Gerców). W książkach ś.p. Pana Antoniego Worobca jest przedstawiona teza jednego z historyków, że rody te pojawiły się w Galicji w czasach kolonizacji józefińskiej. Wydaje się, że w miarę gromadzenia nowych materiałów tej tezy nie da się już obronić. Po pierwsze, józefińscy przybysze mieli już swoje nazwiska - zapisane w dokumentach, z którymi przyjechali z głębi Austrii - i nie zmieniali ich na spolszczone wersje, a nawet nie chcieli tego robić. Po drugie - mieszkając po wioskach, jeszcze do lat 70-80-tych XIX wieku (gdy hrabia Wodzicki zapisywał te słowa) zachowywali swoją odrębność i nie łączyli się z Polakami i Rusinami. Po trzecie wreszcie Trościaniec Wielki aż do zniesienia pańszczyzny był wioską prywatną, więc cesarz i państwo austriackie nie mogli w nim nadawać ziemi przybyszom (co było właśnie istotą kolonizacji józefińskiej). W przyszłości zresztą powstanie o tym osobny artykuł na naszej stronie.



[źródło: Kazimierz hr. Wodzicki: Zapiski ornitologiczne. VII. Kruk. Lwów. Nakładem księgarni Gubrynowicza i syna. 1927.]

Nigdy nie zapomnę obrazka zarytego z mej pamięci. Wśród biedy wieśniaczej - któż z gospodarzy jej nie zna - pusta izba, stół drewniany, ławka wytarta, skrzynka z bielizną, tapczan z napiętrzonemi brudnemi pierzynami, ruszającemi się z powodu tam ukrytych nawpół nagich dziatek, jedno z kartoflem w ręku, drugie z buzią kwaśnem mlekiem zamazaną, rozczochrane a nieumyte, uosobione zaniedbanie. Zaiste, niczego więcej szczepić nie wypada, jak cnót rodzicielskich w naszym ludzie, umieć być matką - być ojcem - wtedy potrafi się być pożytecznym obywatelem społeczeństwa. Dzisiaj kto bada zwyczaje i wady wieśniactwa, spostrzeże niestety, że nie uczono ich obowiązków ojca i matki; dzieci chowa się jak wśród dzikich ludów.

Na kominie, spoczywającym na czterech prętach, tli ogień i liże słabemi promieniami dwa garnki z nakrywkami. W jednym kartofle się parzą, w drugim kiśnie barszcz, to nieustające pożywienie bez siły, ledwie wystarczające do utrzymania życia dziatek; na ścianie w drewnianych ramkach wisi obraz Najświętszej Panny, z twarzą pyzatą i rumianą, jak mamki zażywnej w zamożnym domu. Ubrana w jaskrawe szaty, niema koloru, któregoby nie był artysta wiejski użył i w ten sposób dogodził uczuciu kupujących, którzy nie mogą mieć uszanowania dla Panny Marji bladej i cierpiącej, nieszczęśliwej matki bolejącej. Pragną ją widzieć zamożną w stroje, a przedewszystkiem dobrze odżywioną, to tłumaczy zdumiewające czasem bohomazy, rozprzedawane po jarmarkach.

W pośrodku izby stoi ciemna kolebka, w niej niemowlę szmatami okryte, blade, spokojne, z zapadłemi oczyma, obraz nędzy dzisiejszej, wyraz przeczucia smutnej przyszłości.

Na kołysce siedzi ogromny kruk i kołysze dziecko, spokojny, poważny, istny szatan; zdawało mi się, że usiłuje ululać dziecko, aby je ukraść aniołom. Stanąłem jak wryty, objąłem obraz oczyma i musiałem długo stać zadumany, gdyż nie słyszałem jak matka weszła i przygląda mi się ciekawie.

Biedne dzieciaki, biedniejsza matka, rodzić w nędzy, karmić w biedzie, pracować do tego ciężko, życie całe gotować, myć i prać, zaiste obrazek z piekła Dantego. Gdy zawołałem z oburzeniem "on zabić może dziecko, oczy wydłubać" odrzekła: "Nie bójcie się jegomość, on tu zawsze chodzi kołysać dziecko".

Łzami tysiączne obrazy z chaty skreślać można, zawsze obrazy nędzy, niedbałości, obrazy opuszczenia, fatalizmu. Mija 20-ty rok usamowolnienia, otwarcia źródeł zamożności, nagie się dzieci rodzą, nagie chowają, później jak zwierzęta domowe do pracy używane, wyzyskiwane po murzyńsku, śmiercią bywają dziesiątkowane, szkoły puste, bo dzieci dla rodziców zarabiać muszą. Nałogi, zwyczaje, religijne zaniedbanie, gnuśność, apatja, dziwny brak pragnienia dorobku, przekonanie, że tak być musi, że chłop do tego przeznaczony, usypianie myśli narkotyczną wódką, oto co jest powodem, że prawa i potrzeba wieku, pasowały wieśniaka na obywatela, on wszakże w nędzy i bez poczucia cnót i obowiązków, żyje usamowolniony. W nędzy, bo nie umiał być synem, nie umie być ojcem.

Ustawy gminne, filantropiczne apostolstwa, prace przewodników, parcie ku zbliżeniu surduta do siermięgi - wszystko się rozbija o zwyczaj, nieruchomy jak skała, urąga postępowi, jak granit nie przyjmuje wpływu. Gdyby Bóg miłosierny chciał chłopa zagrzać.rozczulić, wlać pojęcie cnoty, obowiązku, miłości i poświęcenia, poczucia ojcowstwa, gdyby zagrzane serce dla dzieci bić poczęło, nauczyłby się kochać, zmiękłby i powoli, odpadłaby wieczna skorupa pod ciepłem cnoty i uczucia, wtedy dopiero pojęłaby gromada zadanie gminy na podstawie miłości bliźniego, ochronek, szkółek i szpitali. Dziś zaiste gmina składająca się z ludzi bez pojęcia rodziny, rodziców, dzieci, obywateli, bez poczucia braterskiej pomocy, solidarności w tej olbrzymiej familji gminy, przedstawia obraz, który smutkiem i trwogą każdego napełnić musi.



[źródło: Zapiski ornitologiczne. Kukułka właściwa Cuculus Canorus Lin. (Concongris. Gemeiner Kukuck.). Gżegżotka, Zieziułka, Kukawka, Zegzulka, Zezula. Przez Kaźmierza Wodzickiego. (Osobne odbicie z "Przeglądu Polskiego".). Kraków. W drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem Konst. Mańkowskiego. 1871.]

Od góry do dołu szatan swe sidła rozpościera i lud nasz nie pragnie już jak ongi z Bogiem się pojednać, złe naprawić, krzywdę wynagrodzić, wzbudzić miłość na wdzięczności opartą. Praktyka bez cieplika religii to zimny zwyczaj, niepoprawiający wieśniaka, w ciemnicach jego umysłu bez wiedzy i nauki pokrzyżowały się potwornie pojęcia materyalizmu z zasadami wiary, zasady religii wiszą jak łachmany na chłopku obcemi łachmanami łatane, ani z jednych, ani z drugich uszyć już nie można szaty dla chrześcianina. Nie jeden raz słyszałem w ostatnich latach kapłanów wiejskich ubolewających nad pojęciem obowiązków względem kościoła. Gdy spowiadającym się przedstawiali wielkość grzechu, obrazowali doniosłość wyrządzonych krzywd, gdy wzywali do zadość uczynienia, nakazywali skruchę i pokutę, penitenci gdyby za podszeptem szatana odpowiadali! "My tu nie przyszli, aby jegomość swarzył" wstali poszli i już do praktyki nie wrócili. (...)

Znika praktyka, przeistacza się pojęcie obowiązków względem kościoła, spostrzegamy usunięcie postów i modlitw, uczęszczania na nabożeństwa i kazania, w kościołach na dwadzieścia niewiast jeden mężczyzna i staruszkowie na wędrówce ku grobowi, oto zastęp chwalących Boga.



[źródło: Kazimierz hr. Wodzicki: Zapiski ornitologiczne. VII. Kruk. Lwów. Nakładem księgarni Gubrynowicza i syna. 1927.]

Szczególne mamy poglądy na osiadłych u nas Niemców. W handlu, w rzemiośle, w przemyśle, w posiadaczach ziemi, jednem słowem, wszystko co inteligentne, w drugiej generacji polszczeje, zapuszcza korzenie w naród i uznaje ten żywy cmentarz za swoją ojczyznę. Nie wzdryga się wraz z nami stąpać krzyżową drogą, leczyć nasze rany, tęsknić i pragnąć, nie waha się wraz z nami dzielić niebezpieczeństwa, cierpieć i pracować.

Inaczej rzecz się ma z ludem niemieckim, którym cesarz Józef Galicję zaludniał. Koloniści zachowali pracowitość, zapobiegliwość, podnosili i podnoszą byt materjalny, pokochali swe domki i zagrody, ale poza wieś uczucie nie sięga.

Jak w osobnym gatunku mnożą się pomiędzy sobą, zupełnie jak gdyby dla nich już w kraju kobiet nie było; ta ciekawa Inzucht zdegenerowała rasę. Niemcy zmaleli, skarłowacieli, przybrali dziwne kształty i różnobarwne kolory na twarzy; smutni i obojętni dla wszystkich stosunków i kraju, wydają mi się, jak gdyby się zarazić bali, mieszając swą krew z naszą; istni Chińczycy, którzy wiedzieć nie chcą, co dalej za kolonją. Fajka, piwo, zarobek, mnożenie się bez końca - oto ich zatrudnienie, uczucia dla kraju i mieszkańców - żadnego. Patrjotyzm ich w tych słowach się mieści: byle nas w spokoju zostawili, niech się co chce dzieje.

Cóż dopiero mówić o kolonistkach, których pewnie nikt z naszych nie zaślubi. W bliskiem pokrewieństwie pokrzyżowane, rodzą się stare, wykształcają pękate, przybierają beczkowate kształty bez świeżości, z piersiami pod brodą, z szerokiemi pyskami, niskiemi a grubemi nogami, olbrzymiemi brzuchami, to zaiste nie kobiety, lecz płodne samice.

Mieszkałem długie lata wśród kolonistów i badałem ich życie, nie dostrzegłem nigdy jednego sprzeniewierzenia się rodowi; jednego małżeństwa między kolonistą a Polką lub Rusinką nie pamiętam. Zaiste, rzucił nam Wiedeń ziarno, które plon obcy wydaje, na pożytek społeczeństwa użyć się nieda. Chłop nasz do tej chwili w niczem nie naśladuje Niemca, schludność i czystość, oszczędność, pracowitość i zapobiegliwość kolonisty nie służy mu za przykład. Obok zamożnego, dobrze żyjącego przybysza w wygodnym domku, siedzi biedne i brudne chłopisko, jak w XVI wieku, tuż obok murowanego komina stoi czarna dymna chata.



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019