dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3412543 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Henryk Śliwa:

Chata na Podolu.


Każda wojna zmusza ludzi do migracji - ucieczki przed frontem i śmiercią. Tak też było w czasie I wojny światowej na terenie Galicji. Rząd austriacki dla osłabienia jedności Polaków i ułatwienia wprowadzania swoich własnych porządków w Galicji wysiedlał ludność całymi wioskami na inne tereny do obozów. Taki los spotkał też mieszkańców Bzowicy. Ludność traciła swój skromny dobytek. Przechodzenie frontu przez opustoszałe wioski było dokończeniem grabieży pozostawionego majątku. Resztę domostwa puszczano z dymem.

Koniec wojny i odzyskanie Niepodległości umożliwiły ludziom powrót na swoje. Wracali wynędzniali z niczym, bez pieniędzy. Często rodziny były rozbite. Ojcowie, mężowie nie wracali z wojny. Małe dzieci nie przeżywały nędzy obozowej i epidemii chorób. Zamiast domów zastawali zgliszcza. Pola w ugorach. Bez zapasu żywności, odzieży. inwentarza, narzędzi.

W takich warunkach zaczynali życie od nowa. Na prędce stawiano szałasy z gałęzi, kopano ziemianki. Brak było materiałów budowlanych: cegieł, cementu, desek, a nawet gwoździ. Budowano domy z tego, co było pod ręką, a więc podstawowym budulcem była glina, słoma i drzewo z lasu, oraz to, co można było jeszcze wydobyć ze zgliszcz - kamienie.

Każdy budował dom własnymi siłami: całą rodziną, dzieci też miały swój udział odpowiednio do wieku i siły. Czasami tworzono wspólnotę, tzn. pomagano sobie wzajemnie. Kilka rodzin budowało jednemu dom, potem następnemu itd. Nie istniały firmy budowlane, nie było architektów, odbiorów technicznych, żadnej biurokracji. Ale nie było też dźwigów, betoniarek, rusztowań.

Po wytyczeniu placu wbijano cztery kołki, które wyznaczały rozmiar budynku. Był to przeważnie prostokąt 6 x 12 m, z którego zdejmowano szpadlami wierzchnią warstwę ziemi czarnej, aż do pokładu gliny, tj. 30 do 50 cm. Wyrobisko wypełniało się gliną około 10 cm ponad poziomem terenu. Przedtem na narożnikach kładło się bloki kamienne - fundament pod drewniane słupy nośne konstrukcji szkieletu budynku.

Ciekawostką był kamień, stosowany zamiast granitu. Widać w nim było drobne kamyki wielkości ziaren zboża czy pestek jabłka. Spojone wapnem lub gliną duże bryły, z których zwykłą piłą do drzewa wycinano odpowiednich wymiarów klocki, ustawiane na fundament. Takie dzisiejsze pustaki.

Na te fundamenty kładło się belki o przekroju kwadratowym, ociosane siekierą. Narożniki były kładzione na zakładkę. Na takim prostokącie, na narożnikach oraz przy planowanych drzwiach wejściowych i oknach, w odpowiednich miejscach dłutem wycinano otwory do zaczopowania słupów pionowych, które górą wiązano też belkami, jak poprzednio na fundamencie.

SZKIELET KONSTRUKCJI CHATY
gliniana chata podolska - szkielet
(kliknij, żeby powiększyć)

Dodatkowo kładziono belki sufitowe. które były widoczne w izbie, bo na nich dopiero budowany był sufit i jednocześnie podłoga na strychu. stropy te były zakrywane deskami i z góry jeszcze ocieplane warstwą gliny zmieszanej z sieczką, czasami plewy, trociny. Na tak ocieplonym stropie budowano więźbę dachową, podobnie jak się to robi pod dachówką, tylko że kryto budynek słomą.

CHATA - WIDOK Z ZEWNĄTRZ
gliniana chata podolska - widok z zewnątrz
(kliknij, żeby powiększyć)

Piece chlebowe i paleniska kuchenne opalane były drzewem (węgla nie sprowadzano), stąd nie trzeba było budować przewodów kominowych z cegły. Rozwiązano tą sprawę w ten sposób, że w przedłużeniu korytarza - sieni była komora dymna. Pomieszczenie bez okien, z drzwiami na korytarz. Dym po przejściu z pieca przez otwór w ścianie unosił się swobodnie w komorze. Sufitem komory była półkolista czapa (kopuła) osadzona na stropie na sześciu podporach. Między stropem a tą czapą był prześwit około 10 cm, przez który wydobywał się dym i wypełniał cały strych. Szczelinami w dachu i pomiędzy słomą wychodził na zewnątrz.

"ISKROŁAP"
iskrołap na dachu
(kliknij, żeby powiększyć)

Szkielet kopuły był wypleciony z wikliny czy leszczyny, podobnie jak plecione są koszyki, tylko były większe odstępy między prętami. Taki odwrócony do góry kosz. I ten szkielet stawiało się nad komorą (na strychu) i wylepiało się gliną od wewnątrz i od zewnętrznej strony, żeby był szczelny i się nie spalił. Ta kopuła spełniała rolę iskrochronu. Bezpośrednie wyjście dymu pod pokryciem dachu mogło spowodować pożar.

UKŁAD POMIESZCZEŃ
schemat wnętrza opisywanej chaty

Komora miała jeszcze jedno praktyczne zastosowanie. Służyła podobnie jak dziś chłodziarka. Była praktyczną wędzarnią w której zimą i latem przechowywano przez długi czas zapasy żywności (mięso). Pomieszczenie na strychu nie było wykorzystywane.

Klimat tej części Podola zaliczyć można do klimatu lądowego z "podmuchem" azjatyckim. Zimy były wczesne, mroźne i śnieżne. Domy gliniane nie miały pieców do ogrzewania. Ciepło dawała tylko kuchnia, na której codziennie się coś gotowało. Czasami, kiedy piekło się chleb, to i piec chlebowy. Ściany były cienkie i nie dawały dostatecznej izolacji przed zimnem. Dlatego na zimę budynki ogacano. Dbający o zwierzynę (chodobę) gospodarz gacił też oborę.

Budując dom wypuszczało się dach poza obręb ścian na około 0,5 metra. Do wystających poza budynek krokwi była przybita od dołu specjalna listwa, o którą opierał się kołek zagaty. Drugim końcem był wkopany na kilka centymetrów w ziemię. Kołki wokół budynku stawiało się w odstępach 80 - 100 cm, a odstęp od ściany wynosił około 40 cm. Pomiędzy te kołki i ścianę kładło się słomę. W górnej części, tak od połowy wysokości zagaty do dachu, układało się liście z drzew, zbierane w lesie. Lasy były liściaste, tj. dąb, brzoza, grab, czereśnia, leszczyna, olcha. Zagatę zaczynano budować w połowie października. Rozbierano ją stopniowo, w kwietniu do połowy, a jak już było ciepło - to resztę. Tak się przeważnie składało, że na Wielkanoc zagata była zdjęta, a dom odnowiony, tzn. pomalowany na zewnątrz i w środku ściany malowane kredą, a posadzki gliną.

Stolarka - drzwi wejściowe były masywne z grubych desek dębowych i te nie były malowane. Naturalna starość takich drzwi i ta zagata tworzyły jakąś harmonię - ciepło i nie spotykany nigdzie klimat, takiego spokoju, ciszy i przytulności. Mimo swego ubóstwa domy te, ocieplone zagatą, miały w sobie coś z romantyki.

Spisał po latach:
Henryk Śliwa
wnuk Jana Dajczaka Halaburdy z Bzowicy
Stargard Szczeciński, luty 2008 r.
(szkice i rysunki Autora)



(Od redakcji)

Autor wspomnień był świadkiem budowy takiego domu od podstaw w czasie II wojny światowej. Ale wymienione tu techniki były stosowane w latach wcześniejszych - także przy budowie domu jego dziadka, w którym sam kilka lat mieszkał i który bardzo dobrze zapamiętał, opisując go dla nas po latach. Rodzina Jana Dajczaka (Halaburdy) w czasie I wojny światowej przebywała w obozie Choceń na Morawach, a sam Jan był w wojsku, na włoskim froncie. Po powrocie z tułaczki do Bzowicy zastali - jak najbardziej dosłownie i bez przenośni - gołą ziemię. Z dawnego przedwojennego domu, jego wyposażenia i inwentarza nie zostało nic.

Opisywana gliniana chata o drewnianym szkielecie, bez komina, była na tych ziemiach powszechna w XIX wieku. Jak pisał ksiądz wikariusz M. S. z Załoziec (jego korespondencje z lat 1869-1870 do śląskiej gazety katolickiej niedługo opublikujemy na naszej stronie internetowej): "Chata z gliny ciasna i niska, okienko małe, komina wyprowadzającego z izby dym nie masz, jeno w pokładzie dziura dla niego."

W dwudziestym wieku oczywiście do podolskich wiosek też zawitał postęp. Niektóre domy miały już kominy z piecami, bogatsze rodziny stać było na całe domy z drewna (nielicznych nawet na domy z cegły), a zamiast słomy na dachach pojawiała się blacha. Zwłaszcza w bogatszym, bo i stosunkowo mniej dotkniętym przez I wojnę światową Olejowie. Ale w Bzowicy wielu ludzi wciąż musiało mieszkać w tradycyjnej, glinianej zabudowie, jak ich XIX-wieczni przodkowie.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019