Otwarcie czytelni ludowej w Bzowicy i wypadek w 1903 r.
Dodane przez Remek dnia Listopad 06 2011 04:22:46
[źródło: Przyjaciel Ludu. Organ stronnictwa ludowego. Rok XV. Nr 11. Dnia 15 marca 1902. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Z Bzowicy (pow. Złoczów).

Przed miesiącem otworzyliśmy u nas czytelnię ludową - przy wielkim udziale ludu, tak, że nawet wszyscy pomieścić się nie mogli w izbie i dużo jeszcze czekało w sieni i na dworze. Śpiewaliśmy pieśni narodowe i odczytywali "Przyjaciela", a potem nadjechał ks. proboszcz z Olejowa, przemówił bardzo pięknie i otworzył paczkę z książkami, które ze sobą przywiózł. Do czytelni, wpisało się 37 członków i wybrano Zarząd, do którego należą Jan Półtorak przewodniczący, Józef Dajczak zastępca. Józef Czarny, sekretarz i Wawrzyniec Wójciszyn.

Ogólne jest zadowolenie u nas Polaków z powodu powstania tej czytelni, irytują się tylko ci, co się zruszczyli i wciąż przepowiadali, że się stanie z tego powodu nieszczęście.

I stało się rzeczywiście w krótce, ale naturalnie nie z tego. W 4 dni później, wieczorem, gdy członkowie, schodzili się do czytelni, wybuchł ogień u żyda Abramka Katza. W czasie jego nieobecności, żona jego najęła do usługi chłopa z sąsiedztwa i posłała go wieczorem do stajni z latarka, by dał krowie jeść. Chłop ten, wiedząc, że stoi tam w słomie beczka nafty, chciał jej sobie widocznie utoczyć i utoczył jej może na ostatni raz, bo jeszcze do chaty przybiegł płonący cały. Zaczęli go ratować, ogień wprawdzie na nim udusili, ale z opieczoną zupełnie twarzą odwieźli go do szpitalu z Złoczowie. Krowa spaliła się na węgiel i spłonęły dwie chałupy z budynkami gospodarczymi.

Takie to nieszczęście, a zawiniła tu dużo gmina przez brak narzędzi ratunkowych i pan wójt Olender lepiej by zrobił, gdyby postarał się o haki, drabiny i beczki z wodą na wypadek ognia, ma aniżeli rozsiewać jakieś złe wieści na czytelnię i przeszkadzać jej w rozwijaniu się.