dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1275
Zdjęć w galerii:1621

Artykuły z naszej strony
były czytane
2956698 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Gazeta Narodowa. Rok II. Nr 155. Sobota 15. Sierpnia 1863. Dział: Kronika. Zachowano oryginalną pisownię.]


Od Załoziec.

(Fatalny jastrząb.)


Dnia 7. b. m. powracając około pół do szóstej rano z zwykłej wycieczki około moich łanów, strzeliłem do jastrzębia i spudłowałem, jak się potem pokazało, na wielkie moje nieszczęście. Zbliżając się po tym wystrzale, przez ogród do domu, ujrzałem za bramą najprzód żołnierza z najeżonym bagnetem, a potem obok niego nieznajomego mi pana w mundurze o trzech gwiazdkach, z pałaszem przy boku.

Nie mogąc się domyślić, co by to była za urzędowa p. t. figura, postąpiłem ku niemu z uszanowaniem i powitałem go na moim dziedzińcu. Ów pan zaś, nie rekomendując się mnie, stawił mi następujące pytania: Kto pan jesteś? jak się nazywasz? kto tam strzelił? do czego pan strzelałeś? gdzie jest zabity jastrząb? Odpowiedziałem z grzecznością. Gdy powiedziałem że jastrząb uleciał, rzekł pan komisarz: "To źle," a postępując wśród tej rozmowy ku domowi, i wszedłszy ze mną do osobnego pokoju, kazał mi za sobą drzwi zamknąć, i nie przypuszczając mnie do słowa, zaczął znowu od wyrazu: "To źle, bardzo źle, że pan jastrzębia nie zabiłeś, pan chybiłeś, bardzo pan chybiłeś. Żal mi pana, ale cóż mam robić! Ja jestem sługą prawa; muszę to czynić co mi prawo nakazuje, a w tych dniach o takich występkach do Wiednia telegrafowano, i właśnie odpowiedź nadeszła, aby schwytanych na gorącym uczynku natychmiast aresztowano i do c. k. sądu karnego odstawiano, otóż ja pana będę musiał aresztować, bo pan popełnił występek. Żal mnie pana, lecz pana muszę wziąść ze sobą; będziesz pan strasznie odpowiadał, to będzie wielkie nieszczęście.,,"

Wszystko to wypowiedział ten pan z wielką powagą, a ja biedny dzierżawca, niewiedząc kogo mam przed sobą, słuchałem z najniższą pokorą. Ale obawiając się nareszcie, aby ów pan w swej gorliwości nie wydał na mnie wyroku śmierci, przerwałem mu nagle, mówiąc "Za pozwolenem, kto pan jesteś, i czego pan tu chcesz? Wtedy odpowiedział mi, że jest c. k. finansowym komisarzem, i jest z urzędu powiatowego wysłanym do mnie na rewizję.

Ochłonąłem ze strachu, dowiedziawszy się, że mam przed sobą tylko wysłannika urzędu powiatowego, a nie sędziego sadu doraźnego. Śmielej wtedy zapytałem, dla czego nie rewiduje, i co na mię dojrzał tak karygodnego, że mnie aresztować chce. Na to mi oświadczył, że już rewizji robić nie może, bo ja strzelałem, a ten strzał bez okazania mu zabitej zwierzyny, jest dla niego dostatecznym powodem, aby mnie aresztował.

Sądziłem że jest w mniemaniu że ja nie mam wafenpasu, a że może wskutek wspomnionego telegramu stan oblężenia ogłoszono, dla tego wykazałem się wafenpasem, lecz i to niepomogło. - Pan komisarz dał mi bliższe wyjaśnienie, mówiąc że musi mnie dla tego aresztować bo ja na jego przybycie strzeliłem. Tłumaczyłem mu znów, że nie miałem powodu dawać salwę in gratiam jego przybycia, niemając przedtem przyjemności znania go. Z resztą dowodziłem mu świadkami, że ja codziennie strzelam, lecz to niepomogło. - Pan komisarz kazał, abym się dobrowolnie aresztowaniu poddał, gdyż inaczej użyje przysługującej mu zbrojnej pomocy, albo, dodał, postąpię sobie tak jak sobie postąpiłem (niepamiętam, którego roku i w którym obwodzie), rozkazując wójtowi, aby 60 włościan z postronkami przystawił do dworu do aresztowania. Poczem polecił mi pan komisarz, abym kazał założyć konie, a konfiskując moję dubeltówkę wyniósł ją na dziedziniec i oddał żołnierzom jako corpus delicti.

Gdy parobek na mój rozkaz zajechał, sądząc, że wprost do Załoziec do urzędu pojedziemy, zaprosiłem komisarza, aby ze mną siadał. Pan komisarz siadł ze mną, wyjechawszy jednak za bramę, kazał w przeciwną stronę jechać, mówiąc do mnie, że on musi jeszcze jednę rewizję odbyć, i że ja muszę z nim jechać. Byłem pewny że rewizja ma się odbyć w którym z sąsiednich folwarków we wsi Manajowie, i dlatego nie czyniłem żadnego przedstawienia Ale przejechawszy przez Majanów bez rewizji i będąc już milę drogi za Manajowem, zapytałem, dokąd mię wiezie. Pan komisarz oświadczył z kpiącą miną, że mię wiezie do moich rodaków i kolegów. Na taka odpowiedź zaniemiałem.

Ujechaliśmy przez Łukawice jeszcze z milę drogi, gdzieś w głąb lasów państwa Pieniackiego. Ztąd udaliśmy się do pomieszkania tamtejszego leśniczego, a po niejakim czasie wyjechaliśmy na powrót do Załoziec, i tak mając od siebie do Załoziec jednę milę, musiałem jako aresztant mojemi końmi wieść pana komisarza od siebie do Załoziec cztery mile, i jechać od szóstej rano do pół do czwartej popołudniu. W ciągu tej podróży stawał pan komisarz parę razy koło karczem, pił wódkę, traktował mnie i żołnierzy, i żartował sobie z chłopami i dziewkami, Wjeżdżając o pół do czwartej do Załoziec, żartował sobie ze mnie pan komisarz, mówiąc że mnie na spacer woził, lecz ja ciesząc się, że się prędko już od niego uwolnić będę mógł, nie odpowiadałem więcej, jak tylko, że to się później okaże, azali on sobie słusznie postąpił.

Lecz więzienie moje nie tak prędko się skończyło. Pan komisarz nie pozwolił zajechać przed urząd powiatowy, lecz zawiózł mnie do koszar c. k. straży finansowej. Tu oddawszy mnie pod dozór pana nadstrażnika, wyszedł sam z domu i powrócił dopiero o pół do szóstej W czasie dwugodzinnego więzienia w koszarach, dowiedziałem się, że ów pan, który mnie aresztował, nie jest jeszcze komisarzem, jak się mienił, ale tylko w nasze strony niedawno przybyłym finanzrespicientem. Dostrzegłem też w koszarach Słowo, które p. respicjent prenumeruje. Odkrycie to wyjaśniło mi wiele rzeczy.

Po dwóch godzinach nadszedł pan respicient i oświadczył mi, abym sobie dubeltówkę wziął i abym się udał do urzędu powiatowego do tłumaczenia. Nastawałem na to, aby mnie odprowadził albo odprowadzić kazał, lecz tego uczynić nie chciał, powtarzając, że pan naczelnik mnie samemu przyjść kazał. Udałem się tedy do urzędu powiatowego, gdzie zaraz wysłuchanym, i jako niewinny uwolniony zostałem.

Że się o moje pokrzywdzenie w drodze odpowiedniej żalić i zadośćuczynienia poszukiwać będę, rozumie się samo przez się.

Józef Melchert,
dzierżawca w Hnidowie.



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018