dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1275
Zdjęć w galerii:1639

Artykuły z naszej strony
były czytane
3010658 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Jan Bara: Wspomnienia nauczyciela z Hnidawy. Fragmenty maszynopisu, udostępnione administratorom strony „Olejów na Podolu”.]


Wieś leży przy ważnym szlaku, przy strategicznej drodze Czerwona Ruś - Podole, drodze niestety nie utwardzonej z racji braku kamienia. Rząd Polski niepodległej, niepokojony harcami ekstremistów ukraińskich, opłacanych przez Stalina nie inwestował na tym terenie. Ludzie tu żyli dawnym sposobem i trybem, pilnie uprawiają ziemię i hodują bydło, wszystko na własne utrzymanie, nadwyżki skupuje usłużny Żydzisko. Na targach poniedziałkowych w Załoźcach "zgonnik" kupuje wieprzki i świnie, ten i ów kupuje na wozach prosięta do hodowli.

Ludność tu zaradna. Posiadała wielu rzemieślników szkolonych i z Bożej łaski sprawnych w rękach. 5 stolarzy, 3 kowali, kilku tkaczy, szewcy, krawcy, murarz Jurko Chomicki, młynarz, pasieczniki Semko i Martyn, krawczyni Naścia Kałuszka. Słowem - wieś samowystarczalna.

Ludzie Podola latem chodzą w przyodziewku częściowo własnej produkcji w czasie pracy na codzień, przyodziewek świąteczny nabywają w mieście, także "meszty" i przyodziewek dla dziewcząt i kobiet. Na zimę swoi szewcy zaopatrują kobiety i chłopów w skórzane buty z cholewami, skórę w dowolnej ilości dostarcza miejscowy sklep. Powszechne w użyciu zimowym są baranie kożuchy, kupowane za kilka dziesiątek złotych od kożusznika na targu. Na daleką podróż saniami potrzebna tzw. bunda z kapturem i wiecheć słomy w butach. W wielu domach hoduje się gęsi, pierze skupuje przemożny Joś. Do stanu rolniczego we wsi nie zalicza się 1 nauczyciel i 2 handlarzy. Bydło wypasają chłopi na gminnym pastwisku za opłatą 2 zł od sztuki za sezon. Sklepy, polski i kooperatywa dobrze zaopatrzone w towary, zawsze na składzie śledzie, różne mydła, najbardziej kupowane mydło do prania "Schicht" z jeleniem i "pachucze myło" dla Ukraińców w sklepie kooperatywy. Jest nawet proszek do prania Radion, który "sam pierze". Wszędzie palacze kręcili papierosy z tytoniu pokrajanego w paczkach z napisem "średni - przedni - turecki" w bibułkach marki "Solali".

Zaopatrzenie sklepów zwiększyło się po roku 1936. Kupcy wprost zapraszali klientów. Czasem przez wieś przejeżdżał dziegciarz i sprzedawał dziegieć jako zimowy smar na buty i uprzęże na konie, garncarz przejezdny dostarczał glinianych garnków na mleko i dzbanków. Według nadesłanego prospektu łatwo było wysłać zamówienie na piśmie i otrzymać pocztą z Gdańska za pobraniem pocztowym dubeltówkę światowych marek, flobert, rewolwer bębenkowy lub pistolet automatyczny z nabojami bez potrzeby opłacania cła. Tak to układało się życie w tej biednej Polsce, zhańbionej i obrabowanej!

W długie zimowe dnie ludzie schodzili. się na pogaduszki do Iwana Darmopuka, posiedzieli, pogwarzyli, pogadali i rozchodzili się. Tylko chmura dymu wisiała u sufitu, długie ławy za stołem wokół pieca stały puste, w mieszkaniu ani jednego krzesła.

Pod koniec lat dwudziestych garbaty kaleka Iwan Siamro miał koncesję na sprzedaż piwa. W 1931 zmarł i sprzedażą piwa zajął się Iwan Darmopuk. Sprzedawał na prawie koncesji piwo z browaru "Ponikwa". Dodatkowo miał sklepik wiejski sprzedaży detalicznej do czasu bankructwa. W latach trzydziestych spółdzielczość ukraińska sprzedawała i sprowadzała towary dla swoich z przywilejem narodowej wyłączności i bojkotu polskich sprzedawców. Wówczas już było wiadomym, że hnidawski sprzedawca Michałko Riznyk, przeszkolony na różnych kursach we Lwowie został naznaczony prowidnykiem O.U.N. i przyjmował odwiedziny różnych przyszłych terrorystów, prowadził też wywiad.

Polski sklep Piotra Olendra powstały w roku 1936 prosperował pomyślnie. Na składzie miał beczki ze śledziami i wybór skór podeszwowych (kruponu) i wierzchnich boksowych. Skupował i odstawiał jajka, sprzedawał towary codziennego użytku i podręcznych do wyboru. Sklep przestał działać w kwietniu 1939, gdy w marcu 39 sprzedawca powołany został do wojska wraz z poborowym Jaśkiem Boszko rocznik 1913. Twardy chłopak - odchodził do wojska i płakał, nie wrócił do domu.

Pociąg historii wciąż gna - uwaga, byśmy nie minęli postaci ciekawych, dobrych ludzi.

Od września 1937 obowiązki sprzątaczki szkolnej przejęła Maria Olender żona Andrzeja. Ręce kobiece były sprawniejsze i bardziej uczulone na stan czystości. Często szorowała w klasie podłogę, suche deski zapuszczała pyłochłonem dostarczonym przez grzeczność przez Józefa Szorca ze Złoczowa w bańce 10 litrowej. Wiosną bieliła naturalną kredą ściany wewnątrz i [na] zewnątrz, spód na ciemno. Andrzej przygotowywał w zimie drzewo, rżnął polana i rozrąbywał na drewka do pieca. Franciszek Kowal ochrzcił córkę według obrządku matki w cerkwi. Dowód, że Polacy nie łamali starych praw, zwyczajów i dotrzymywali obowiązującego fasonu.

Wieś Hnidawa miała od lat wielu pracowitych rolników. Jednym z nich był już w starszym wieku Piotr Olender "Wawrzelina", człowiek cichy, bardzo uczciwy i pracowity. On chyba najwięcej się napracował przy wykopach fundamentów, przy ręcznym cieciu pni drzewnych na deski, przy gaszeniu wielu wozów wapna i w pomocy murarzom. W czasie gaszenia wapna palonego bez przerwy chłopi wozili w beczkach drewnianych wodę, jednak chmura pary wodnej w czasie lasowania wapna wzbiła się w górę i zaalarmowała ludzi z Batkowa niby pożarem.

Piotr w czasie wojny bronił Przemyśla i na ten temat miał swój osąd. Przed wpuszczeniem Moskali do twierdzy 23 III 1915 żołnierze wytoczyli z magazynów dziesiątki beczek żywności i zatopili w wodzie rzeki San. Generał Kusmanek uciekł na Węgry samolotem, w Wiedniu zameldował, że musiał kapitulować po wyczerpaniu wszystkich zapasów.

Piotr w Przemyślu dostał się do rosyjskiej niewoli, szedł przez Toroszówkę do pociągu w Przybówce. Przeżył niewolę, nie chorował na tyfus. Woził ryby od Czarnego Morza, widział jak lody ruszają na Wołdze w maju, nad Wołgą widział najdalszy w Rosji kościół katolicki.

Niezwykle ważną osobistością we wsi Hnidawa był Żyd Joś Szorc vel Schorz tu zamieszkały do maja 1937. W następstwie ohydnego mordu na jego krewniakach w maju 1937 Szorc zmienia miejsce zamieszkania. Sprzedaje nowy dom pod blachą po zniżonej cenie dla nacjonalistów z przeznaczeniem na sklep kooperatywy i czytalnię t.j. na. miejsce propagandy i zebrań. Liczy na pamięć i wdzięczność miejscowych. Szorc po zmianie miejsca dalej opiekuje się Hnidawą. Czasem zjawia się dwa razy tygodniowo, na wózek zabiera miód od Semka Krysy, worki prosa, pszenicy, gryki, skóry lisie, a przywozi zamówione u niego farby do wełny, igły do maszyn, brzytwy, naboje do strzelby, spłonki i nawet truciznę na lisy. Był osobą niezastąpioną, spełniał wszelakie życzenia, udzielał kredytu, był wyczekiwanym jakby dopełnieniem życia wiejskiego. Posiadał wrodzoną kulturę osobistą i grzeczność na codzień. Sądził, że wypracował sobie u Ukraińców kapitał wdzięczności, zaufania i w późniejszych niebezpiecznych czasach powie kilkakrotnie: Ja swoich się nie boję! Polacy jako naród w jego mniemaniu posiadali mniej pozytywną opinię.

Dla dopełnienia obrazu Hnidawy przedwojennej należy wymienić lepszych rzemieślników. Prawie zawsze pracował w kuźni kowal Wasyl Rudak, stolarzem był Hryńko Duma, murarz i budowniczy pieców Jurko Chomicki, "Brazylian", krawcowa Naścia Kałuszka, młynarz Michał Babirecki we młynie o jednym kamieniu i o parze walców. Paweł Bołoniżka Smul w zespole wyrabiał z miejscowej gliny cegłę do wypału.

Różne choroby nawiedzały ludzi. Sporadycznie ktoś zmarł na suchoty, zapalenie płuc powalało ludzi w sile wieku, choroba przybierała wskutek przeziębienia ostry przebieg. W opisanych czasach był rak karku, wylew krwi do głowy, skręt kiszek, utoniecie w niewielkiej rzeczce. 30 kilometrowa odległość do szpitala pogarszała sytuację, która odziedziczona została po Austrii z plusami i minusami.

Do chorych, gorączkujących wzywano do Hnidawy siostrę zakonną Annę ze zgromadzenia zakonnego Sióstr Miłosierdzia z Trościańca Wielkiego, która stawiała bańki, zadawała jakiś lek roślinny w roztworze, który zniżał wysoką gorączkę, doradzała w chorobie i służyła bezinteresownie. Lekarz Żyd inteligentny i dobry medyk Schorr, wiosną wykonywał po wsiach w szkole szczepienia ochronne przeciw ospie i przyjeżdżał samochodem. W miasteczku Załoźce istniał sąd grodzki, przy nim dwaj adwokaci, prywatny lekarz weterynarii przyjeżdżał na żądanie za opłatą, urzędowali tu trzej lekarze medycyny i aptekarz z prywatną apteką wyposażoną we wszystkie leki krajowe i zagraniczne, ceny związane z kosztami produkcji i dostępne do kieszeni rolnika. W poważnych wypadkach zabiegi chirurgiczne wykonywano z naszego terenu w Złoczowie, dyrektorem ostatnim był dyr. Martynowicz, ordynariusze lekarze Ukrainiec Skubelski i Żyd Jolek. Według zwyczaju porody odbywały się w dom, pomagała wiejska akuszerka Paraskewia Kowal. Zdarzyło się latem 1937, że matka z córką nazbierały w lesie trujących grzybów i w wyniku zatrucia obie zmarły i pomoc lekarska była mocno spóźnioną. W czerwcu 1938 roku zmarła w wieku 20 lat Zośka S.... (*) po zastosowaniu od znachora trucizny na spędzenie płodu - po prostu z głupoty.

Młodzi wciąż umierali na gruźlicę, starsi na zapalenie płuc, chorobę wielce podstępną. Umierali w Hnidawej na skręt kiszek, bo do szpitala 30 kilometrów i chory nie wytrzymał. W latach trzydziestych w Hnidawej zmarło kilkoro ludzi na tyfus mimo ostrej izolacji lekarskiej. Stary Tymczyszyn kupił na targu kożuch i stąd źródło przypuszczeń, że w kożuchu mogły być zarażone wszy, plaga tamtych wsi. Do ich niszczenia stosowano ukrop, gęste grzebienie na głowy, bardzo skuteczne nafta i ocet. Iskanie dzieci przez matkę - niska higiena, szkoła szerzy oświatę sanitarną. Spostrzegłem u jednego ucznia liczne punkty na szyi, ślady ukąszeń pcheł. Latem wskakują na nogi, atakują łóżka, pomieszczenia ludzkie. Ksiądz Stanisław Władyka dzielnie wojuje o kulturę życia na wsi, o polepszenie sposobów ziemi, o postęp. Z polskiej wsi nie rekrutuje się żaden żebrak.

We wsi Białogłowy powiat Zborowski służył dobrze ludziom Polak tamtejszy znakomity dentysta. Klienci zgłaszali się do niego z szerokiej okolicy, a dentysta leczył uzębienie, zakładał plomby, koronki nazębne, mostki - wszystko w solidnym wykonaniu w trwałości materiału.

We wsi Palikrowy pod Podkamieniem żyła polska rodzina Chrzomciów (**) autochtonów. W zimie przyszedł do nas wspomniany Michał Babirecki, który z niejednego pieca chleb jadał i w dalszej rozmowie przypomniał dawne czasy najmiłościwiej nam panującego cesarza Franciszka Józefa. Cysorz już miał trochę lat - opowiadał - i czasem po obiedzie uciął sobie drzemkę jak to człowiek spracowany. Jednego dnia zasnął sobie na dobre, zbudził się i głęboko ziewnął. Tak ziewnął sobie, że nie potrafił zamknąć buzi, jęczał i nie mógł niczego powiedzieć. Zaprowadzili go do osobnej komnaty i wezwali doktorów. Przyszli najlepsi doktory z Widnia, skaczą koło cysorza, biegają, radzą, pomóc nie mogą. Zebrał się w Widniu kahał żydowski, rada w radę - uradzili. Przychodzą do Chrzomcia Żydzi z Brodów. On słynie w całej okolicy, leczy ciężkie złamania rąk i nóg, składa połamane kości, zrastają się bez śladu złamania. Panie Chrzomcio - prosimy, jedź pan pociągiem do Widnia i wylecz cysorza. A co się stało cysarzowi? Gęby nie może zamknąć - szczęka wyskoczyła mu z zawias - doktory są bezradni. Pojadę - odpowiedział Chrzomcio. Zajechał koleją nasz bohater w specjalnym wagonie do Wiednia, dowieziono go fiakrem do pałacu i nasz człowiek Galicjanin znalazł się przed obliczem cesarskim, pokłonił się i pokiwał głową. No i jak leczenie? - zapytałem pana Michała. - Kazał wszystkim wyjść z komnaty. Został Chrzomcio i cysorz. Nasz doktor przyszedł bliżej i pięścią palnął cesarza w twarz, szczęka wskoczyła na swoje miejsce i jak ręką odjąć. Cysorz był zdrowy jak nigdy. Nagrodę dostał, ale się nie pochwalił i ja nie wiem nic o niej. Chłop był mądrzejszy od wszystkich.

Minął miesiąc jeden i dwa. Syn naszego młynarza Janek zszedł po stopniach w dół, przyjechał chłop z trzema workami zboża do przemiału. Janek teraz prowadzi interes i uruchamia młyn, naciska długą dźwignię, podnosi zasuwę, woda z szumem spada na drewniane koło, tylko należy przerzucić pas transmisyjny na drewniane koło pasowe. Zamiast posłużyć się przyrządem, lekkomyślny podnosi pas czubkiem buta i przekłada nogę na koło, które porywa pas, nogę z butem, chłopak upada, krzyk, przylatuje chłop i zastawia wodę.

Przywołał pomoc sąsiedzką i chłopca ostrożnie przeniesiono do mieszkania. Ojciec rozpoznał strzaskanie kości. Rozcięto niezgrabne walanki, obecny sąsiad pojechał zaraz saniami do Palikrów po Chrzomcia. Przywiózł medyka z Bożej łaski na godzinę pierwszą. Doktor długo delikatnie obmacywał kości złamanej nogi. Przesuwał i ustawiał kości jak należy, poczym natarł skórę spirytusem, przy użyciu waty, do nogi przyłożył przywiezione deseczki przygotowane do tego, aby złamanie w dwu miejscach unieruchomić. Usztywnił taki opatrunek, obandażował i nakazał zachowanie spokoju, leżenie w łóżku i dwukrotne zlewanie obandażowania spirytusem przez kilkanaście dni, bo - jak zapowiedział Chrzomcio - noga się wygoi, kości się zrosną i będzie tańczył. Podziękował stroskany ojciec i wynagrodził za leczenie, za czas, za okazanie dobrego serca potrzebującym. Polak spieszył w dzień i w nocy z pomocą każdemu człowiekowi.




(*) w oryginale w tym miejscu pełne nazwisko, lecz publikując tekst w internecie zdecydowaliśmy się je wykropkować

(**) Chrzomcio (a także Kromcio) – tak w potocznej mowie nazywano ludowych medyków ze znanego mileńskiego rodu Krąpiec (Krompiec). Jego najsłynniejszym przedstawicielem był Sebastian Krąpiec z Milna (ur. ok. 1814, zm. 9.10.1875), znany także poza granicami Galicji. Potomkowie Sebastiana mieszkali w Milnie i innych miejscowościach – jak Palikrowy i Berezowica Mała a nawet Lwów – i tam też leczyli ludzi, wykorzystując przekazywaną z ojca na syna rodową wiedzę. Jan Bara pisze tu zapewne o Pawle Krąpcu w Palikrowach (lub którymś z jego synów). Z tym że tu jego informator młynarz Babirecki mógł pomieszać wątki z życia sławnego przodka – Sebastiana, które w opowieściach ludowych stawały się już legendarne.

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018