dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1266
Zdjęć w galerii:1621

Artykuły z naszej strony
były czytane
2846691 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Rzadko trafiają się w naszych źródłach sprawy kryminalne. Tu ciekawy przypadek oszustki, posługującej się trucizną. Udawała osobę religijną i wykorzystywała ufność prostych ludzi. W Załoźcach np. podawała się za gospodynię Sióstr Miłosierdzia, powracającą z odpustu w Podkamieniu. Uśpiła "herbatką" z trującym bieluniem, a następnie okradła rodzinę Podolanów. Podobne przestępstwo popełniła w Mikulińcach, ale zaraz potem została schwytana. Jej proces we Lwowie budził wielkie zainteresowanie.

Owa kobieta posługiwała się różnymi nazwiskami, choć do historii przeszła jako Katarzyna Onyszkiewiczowa. W swoim czasie budziła wielki strach. Krążąca po całej Galicji trucicielka, umiejąca szybko się przemieszczać i uciekać spod klucza - budziła niepokój u mieszczuchów. Zwłaszcza, że miała dość charakterystyczny wygląd, z wielką brodawką na twarzy. Prawie jak jakaś Baba Jaga. Jak taki ktoś mógł się tak długo wymykać sprawiedliwości? - zapewne podsycało to obawy szacownych mieszczan. Dodajmy, że obawy bezpodstawne. "Onyszkiewiczowa" na ofiary wybierała sobie ludzi prostych. Takich, co czytać nie umieli. A ówczesne listy gończe były opisowe, bez obrazków. Pan naczelnik poczty w Pieniakach, zapewne pilny czytelnik gazet, mógł coś podejrzewać. Prości ludzie w Załoźcach czy Mikulińcach pewnie nawet nie wiedzieli o istnieniu takiej oszustki. Stąd tak długa "kariera" przestępczyni. Ale i na to przyszedł kiedyś kres.




[Gazeta Narodowa. Rok XIX. Nr. 64. We Lwowie, Sobota dnia 28 Lutego 1880. Nr 49. We Lwowie, Niedziela dnia 29 Lutego 1880. Zachowano oryginalną pisownię.]


Proces Onyszkiewiczowej.



Lwów, 26go Lutego.

Dziś rozpoczęła się w tutejszym sądzie karnym ostateczna rozprawa przeciw słynnéj trucicielce i złodziejce Katarzynie Onyszkiewiczowej. W skutek ogłoszenia w dziennikach już przed miesiącem o dniu rozprawy, wszystkie miejsca tak stojące w sali, jako też siedzące na galeryi były naprzód rozebrane. Galeryą przeznaczono wyłącznie dla kobiét. Ciekawość pań, jak się zdaje, wyłącznie co do tego procesu tak była wielką, że nie zdołano się oprzéć proszącym i musiano im ustępować nawet miejsca w sali na dole, czego dotąd jeszcze nie bywało. Wydano przeszło 160 kart, a zebralo się dwa razy tyle.

O godzinie 1/2 10téj rano ukończono losowanie przysięgłych. Ławę przysięgłych stanowią: pp. Nasadnik, Henryk Müller, Korkes, Józef Onyszkiewicz, Swaczyna, Grodzicki, Brecher, Leszczyński, Mütz, Hawranek, Płoszczański, Baurowicz; jako zastępca pan Małuszyński.

Trybunał składał się z pp. radzców Budzynowskiego, jako przewodniczącego, Drdackiego i Buszaka jako wotantów.

Oskarżyciel p. Henzel, obrońca dr. Krówczyński.

O godzinie 3/4 na 10, równocześnie z popojawieniem się wysokiego trybunału, wprowadzono do sali oskarżoną Katarzynę Onyszkiewiczowę.

Jest to kobiéta mocno schorzała, małego wzrostu, wyraz twarzy daleko łagodniejszy, niż go nam przedstawia znana fotografia - przyodziana w suknie zimowe miészkanek Maryi Magdaleny. Zasiada ona na ławie oskarżonych z zupełną apatyą i tak siedzi przez cały ciąg rozprawy, jakby najmniejszego udziału nie brała, a przecież, jak się późniéj pokaże, na wszystko bacznie zwraca uwagę.

Po wywołaniu sprawy wzywa przewodniczący oskarżoną, aby podała swój rodowód.

Oskarżona powiada, że dawniej nazywała się Rózia, właściwie nazywa się Katarzyna Onyszkiewicz, rodem jest z Bukowiny od Czerniowiec, ojciec jéj nazywał się - już z pewnością nie wié, czy Jan, czy inaczéj, matkę wołano Marynia, lat liczy 40, religii gr. kat. Utrzymywała się w młodości swojéj z szycia, służyła w rozmaitych miejscach, długi czas uważaną była za wychowankę jakiegoś majora, pisać i czytać nie umié.

Prokuratorya oskarża Katarzynę Onyszkiewiczową o zbrodnią ciężkiego uszkodzenia ciała i o kradzież nałogową. Historya jej ostatnich zbrodni jest w streszczeniu następująca:

We wschodniej Galicyi i na Bukowinie wydarzały się już przed laty przypadki odurzenia licznych osób trucizną, które potém okradano. Kobiéta, która te zbrodnie popełniła, ujmowała sobie lud wiejski udawaną bogobojnością, umiała się wkradać w ich serca i umysły. A że opuszczała zawsze miejsce czynu wtedy, gdy odurzeni przez nię ludzie byli w stanie zupełnéj bezprzytomności, więc wyśledzenie zbrodniarki było nadzwyczaj trudném. Udało się nareszcie organom bezpieczeństwa wyśledzić tę zbrodniarkę w osobie Katarzyny Onyszkiewiczowéj, także zwanej Kikierczuk. Odsiedziawszy zaledwie 19go Grudnia 1866 karę 5-letniego więzienia, rzuciła się ponownie i z większą jeszcze zaciekłością na znane sobie pole. Żniwo było dla niéj obfite, bo w krótkim czasie udało się jéj popełnić 20 kradzieży w sposób jéj tylko właściwy, tj. za pomocą odurzenia trucizną. Sąd stanisławowski w r. 1869tym skazał ją za to na 10-letnie więzienie. Onyszkiewiczowa odesłana do Maryi Magdaleny, ztamtąd zmykła już 9go Lipca 1870go, poczém zaraz w rozmaitych miejscach wydarzyły się cztéry wypadki kradzieży i odurzenia poszkodowanych, z których dwojga natychmiast umarło.

Nie trudném było domyśléć się kto jest sprawcą tych zbrodni, lecz trudném było ujęcie zbrodniarki, gdyż przebiegła Katarzyna O. zmieniając ubiór, umykała szybko z miejsca na miejsce. Schwytano ją dopiéro w Krakowie, zkąd odstawiona do Lwowa, skazaną została powtórnie na 10 lat więzienia, po odsiedzeniu kary poprzedniéj. Mimo szczególniejszego nadzoru nad nią u Maryi Magdaleny, udało się jéj umknąć znowu w nocy z 2go na 3go Września 1879 bez najmniejszego śladu.

Przytrzymywano wprawdzie tu i ówdzie kobiéty podejrzane, pokazało się jednak niebawem, że są zupełnie niewinne. Piérwszy ślad pokazał się 6go Września. W tym dniu zdążało wiele osób na odpust do Podkamieniu przez Pieniaki. Tamtejszy pocztmistrz Władysław Zaleski spostrzegł przez okno swego pomiészkania jakąś kobietę, która zbliżyła się do okna i powiedziała, że pochodzi z Rawy, nazywa się Mirska, i że idzie na odpust do Podkamienia. Zaleski, uderzony spostrzeżeniem brodawki na twarzy téj kobiety, zapytał: czyś ty nie Onyszkiewiczowa, któréj szukają. Tak zagadnięta nie zmięszała się wcale tylko zaprzeczyła, jakoby zwała się Onyszkiewiczowa, i odeszła spokojnie obdarowana jeszcze kilkoma centami.

W kilka dni późniéj, tj. 11go Września 1879go zjawiła się ta sama kobiéta w Załoźcach, w domu szewca Dmytra Chronowicza, ktoremu opowiadała, że powraca z odpustu z Podhorzec. Skarżąc się przytém na opuchnięcie nóg, prosiła o noclég. Chronowiczowa zlitowawszy się nad osłabioną ledwie na nogach trzymającą się kobiétą, przyjęła ją do siebie i przyniosła jéj za jéj własne pieniądze kamforę i wódkę do smarowaniu nóg. Onyszkiewiczowa opowiadała, że pochodzi z Tarnopola i że jest zamężna za szewcem. Następnie przespała kilka godzin w komorze, a około 7méj godziny wieczorem weszła do izby, uklękła koło pieca, modliła się długo, bo blizko półtoréj godziny na koronce. Na drugi dzień wyszła około 7méj rano na miasto i przyniosła w podarku dla dzieci Tekli Chronowiczowéj trochę śliwek i cukierków. Na dworze słota, więc nieznajoma prosiła szewca o gościnność, aż Bóg da lepszéj doczekać pogody, a że się jéj nudziło, wzięła się do haftowania fartuszków. Rano już poczęła się żalić przed Chronowiczami na ból zębów, a wieczorem gotowała sobie w garnuszku jakieś drobne płaskie nasienie, podobne do gorczycy, o którém mówiła, że dostała je od siostry swéj zamężnéj za diakiem w Podhorcach, jako dobry środek przeciw bólowi zębów. Wygotowawszy to nasienie, przecedziła odwar, o brudnym ciemno-żółtym kolorze, i wlała go do flaszeczki, którą miała przy sobie. Podczas tego gotowania, aby zwrócić uwagę w inną stronę, opowiadała domownikom o różnych cudownych rzeczach, jak o zjawieniu się Matki Bozkiéj w kilku miejscowościach, poczém udała się na spoczynek. Na drugi dzień wstała dość wcześnie i pracowała nad dokończeniem haftu, a około drugiéj po południu wyszła na miasto pod pozorem kupienia lékarstwa na nogę a właściwie, aby zebrać informacye o stosunkach miészkańców, których by okraść się powiodło. Powróciwszy wieczorem około 7méj przyniosła ze sobą kawałek wieprzowiny, położyła takową na ławie i wyszła napowrót do miasta po masło na drogę, opowiadając, że musi nazajutrz bardzo rano odjechać do Tarnopola.

W tym właśnie czasie zajęty był gospodarz załoziecki Hrynko Podolan na progu swéj chaty rąbaniem drzewa, a w chwili, gdy córka jego Maryanna z ogrodu do chaty weszła, zbliżyła się do nich owa nieznajoma kobiéta (Onyszkiewiczowa), pozdrowiwszy Podolanów, zwróciła się wprost do Maryanny i zaczęła jéj opowiadać, że powraca z Podkamienia z odpustu, że szła w towarzystwie brata swego kaprala przy 80tym pułku piechoty we Lwowie, który to brat prosił ją, aby wstąpiła do Podolanów i pozdrowiła ich od Danyła Podolana, syna Maryanny, służącego w tym samym pułku.

Opowiadała daléj, że jest gospodynią Sióstr Miłosierdzia na folwarku w Trościańcu i idzie do klasztoru Sióstr tych w Załoźcach, gdzie zabito wieprza, którego ona ma w nocy rozebrać. Zadziwiło to niezmiernie Podolanów, zwłaszcza że ta nieznajoma im wcale kobieta opowiadała o stosunkach rodzinnych i majątkowych Podolanów tak dokładnie, jak gdyby od lat wielu już była z nimi w najlepszéj zażyłości, a córkę Maryannę to już wprost Maryńcio moja nazywała. W skutek tego przyjęli ją Podolanie z największą życzliwością, zwłaszcza gdy udzielała im radę, jakby to można Danyłę Podolana uwolnić od wojska. W czasie téj rozmowy kazała nieznajoma przyniéść za 20 cnt. wódki, a wypiwszy ja z Podolanami, ofiarowała Hryńkowi Podolan guldena, poczém śpiesząc się niby do Klasztoru Sióstr Miłosierdzia, pożegnała Podolanów, zapowiadając, że nazajutrz do nich powróci, aby się z nimi zabawić.

Zamiast jednak do klasztoru, udała się Onyszkiewiczowa do Chronowiczów, przed którymi wychwalała Podolanów, opowiadając, że Hryńko pokazywał jéj zasoby zbożowe i inne rzeczy, jak korale itd. Wpadszy w dobry humor, zdjęła z siebie opończę, darowała takową słudze Chronowiczów, a położywszy się spać, prosiła, aby ją raniutko zbudzono, gdyż musi iść do furmana, z którym ma jechać do folwarku klasztornego, blizko ćwierć mili od miasta. Stósownie do życzenia zbudzono nazajutrz w Niedzielę bardzo rano nieznajomą, która wziąwszy z sobą mięso i flaszeczkę, wyszła od Chronowiczów, wyprowadzona przez gospodynię, która widziała, iż nieznajoma wyszła za miasto. Zamiast udać się do folwarku, o zmroku tego samego dnia weszła do chaty Podolanów, którym zaraz na wstępie podarowała przyniesiony kawałek mięsa. Mięso zaraz zgotowano i spożyto, poczém nieznajoma poszła na spoczynek. Wstawszy nazajutrz około 11téj przed południem, udała się z Podolanami do ich sadu w Hajkach Załozieckich. Następnie zjadła z Podolanami obiad, pokrzepiając się wódką. Po 6téj wieczorom kazała Maryannie P. przyniéść z miasta za 10 cnt. rumu, za 10 cukru, za 15 herbaty, za 4 cynamonu i za 20 cnt. wódki, mówiąc: dziś jeszcze możemy się zabawić, a jutro do dnia odjadę do Trościańca.

Natychmiast po przyniesieniu tych wiktuałów zabrała się nieznajoma do sporządzenia herbaty. Chciała ją gotować Marynia Podolanka, na co jednak Onyszkiewiczowa nie dozwoliła, mówiąc, iż ją lepiéj przygotuje, gdyż się pomiędzy panami obracała. Przystawiła tedy do ognia 3 garnuszki Podolanów i jeden, który z sobą przyniosła. Przecedziwszy herbatę, wypiła sama piérwszą szklankę, drugą podała Hryńkowi. Hryńko jednak poczuł zaraz nieprzyjemny smak, splunął, i co wypił, wydał na ziemię. Onyszkiewiczowa niezrażona tém wcale, napełniła napowrót tę samę szklankę tym samym płynem, i podała ją Maryannie, która wypiwszy prawie trzecią, cześć szklanki, poczuła smak nieprzyjemny i dziwny odrażający zapach, nie chciała zatém pić więcéj, mimo zapewnień Onyszkiewiczowej o dobrych skutkach téj herbaty.

W kwadrans potém pościeliła Maryanna ojcu łóżko, sama położyła się na ławce, a nieznajoma poszła spać do szopy pod pozorem, że w izbie było jéj za duszno.

Maryanna Podolan obudziła się dopiero na drugi dzień po 1 z południa, uczuwając jakiś dziwny ból głowy, nudności, dreszcze i nie mogąc z pościeli dźwignąć się na nogi. Po niejakim dopiéro czasie odzyskała przytomność i wtedy ujrzała dokoła siebie na podłodze małe pudełko, chustkę, dwudziestocentówkę, cztérocentówke i kapciuk ojca, dziwiąc się, jak te rzeczy, które zawsze w kufrze ojca leżały, mogły być porozrzucane na ziemi. Za chwilę znowu spostrzegła, że jéj brakuje 5 sznurów korali, które wczoraj jeszcze miała na szyi - i poczęła szukać za niemi, w izbie i przed domem, przyczém tak ją pamięć opuściła, że nie mogła sobie zdać sprawy, co się z nią dzieje. Nie znalazszy korali, wróciła do izby, gdzie na łóżku leżał jeszcze ojciec, przewracając się w śnie niespokojnie i szarpiąc rękoma koszulę na piersiach.

Ręce ojca, za które ujęła, były lodowate, usta gorączką spalone, czarne jak gdyby sadzą obłożone. Obudziła go natychmiast, lecz dopiéro po kilku godzinach, po silnych wymiotach przyszedł nieco do siebie, a gdy otworzył kufer, przekonał się, że brakowało w nim 8 sznurów korali, kożucha chłopskiego, katanki, kaftanika, sukiennéj chustki wełnianéj, płachty, spodni sukiennych, fartuszka, dwóch weksli, jeden na 50, drugi na 60 złr. Podolanowie widząc kufer próżniusieńki, na razie nie mogli sobie zdać sprawy z tego co się stało, dopiéro po chwili przypomnieli sobie, że zrobić to musiała owa nieznajoma kobiéta, która zadała im truciznę w herbacie - i zawiadomili o tem sąd. Sąd zarządził oględziny lékarskie, które wykazały otrucie i rozpoczął poszukiwania za zbrodniarką.

Nim jednak zbrodniarkę pochwycić zdołano, zjawiła się ona dnia 16go Września w Mikulińcach, gdzie ją kobiéty Polinka Krasotycha i Marya Poburka, kopiące na dworskim ogrodzie kartofle, widziały, jak około 9téj z rana jechała furą traktem z Mikuliniec do Czartoryi. W godzinę późniéj spostrzeżono ją jak zdążała pieszo z Czartoryi w kierunku przeciwnym. Onyszkiewiczowa spostrzegszy korale u dziéwek, wdała się z niemi zaraz w rozmowę. Opowiadała, że pochodzi z Myszkowiec, gdzie przed dwoma laty wyszła za mąż za tamtejszego gospodarza, narzékała na złe pożycie z mężem, w skutek którego, jakkolwiek jest gospodynią na 30 morgach, musi szukać służby. Opowiadała nadto, że wygrała 6000 zł., pokazując zwitek banknotów, i 5 sznurków korali. Do Maryi Polinka zaprosiła się na noc, mówiąc, iż rychło powróci i przyniesie im na podwieczorek śliwowicę z zielonych śliwek, którą dostała w klasztorze.

Idąc do Mikuliniec zeszła się ze służącą gorzelnika, Hanką Kalińską, któréj również o swych bogactwach opowiadała, a skarżąc się zarazem na gwałtowny ból zębów, prosiła Hankę, aby jéj wskazała dom, w którym by mogła zgotować sobie lékarstwo.

W miészkaniu nadstawnego, gdzie ją Hanka zawiodła, nie było kuchni angielskiéj, prosiła więc Hanki, by ją zaprowadziła do pani, i tam ją jako swoję siostrę przedstawiła, aby się pani nie gniéwała, że obcą kobietę wpuszcza do kuchni. Hanka wpuściła ją do kuchni pani Rohozińskiéj i pozwoliła jej zgotować lékarstwo na zęby. Niebawem potém wyszła na miasto, kupiła 3 kwaterki spirytusu, funt cukru i 18 bułek, a uzbiérawszy na podwórzu nasienie bielunu, wsypała je do kwartowego garnuszka i zalała spirytusem. Po zagotowaniu odwaru wlała takowy, dodawszy cukru, do flaszki, z którą śpiesznie wyszła z kuchni, mówiąc, że pójdzie do znajoméj kobiéty, którą zęby bolą i u któréj ma przechowane korale i dukaty. Rzeczywiście wyszła do ogrodu, gdzie Krasotycha i Poburkowa pracowały, a do których przybył także parobek Jaśko Orłowski. Usiadszy koło nich, rozpięła zapaskę, wyjęła kilkanaście kawałków cukru i bułki, nalała z flaszki płyn do małéj filiżanki, a skosztowawszy go, poczęła częstować obcych: Krasotycha wypiła l i pół filiżanki, Poburkowa jednę, a Jaśko Orłowski trzy, - poczém wszyscy uczuli raptowny zawrót głowy; dwie piérwsze poczęły się gwałtownie śmiać i padły bezprzytomne na ziemię i Orłowski także niebawem stracił przytomność.

Na to nadeszła znajoma Krasotychy, Franciszka Bogusz, a sądząc, że kobiéty się popiły, chciała im zdjąć ze szyi korale z obawy, aby kto nie ukradł. Nieznajoma jednak wydając się za krewną Krasotychy i znajomą, Poburkowéj, zapewniała, że sama korali pilnować będzie. Franciszka Bogusz odeszła, powracając jednak po godzinie, już nie zastała tam nieznajoméj, obie zaś kobiety leżały jeszcze na ziemi bez przytomności, ale i bez korali na szyi. Stał się wielki rozruch, puszczono się za zbrodniarką w pogoń w rozmaitym kierunku.

Tym razem energiczne poszukiwania wydały pomyślniejszy rezultat. Już bowiem 18 Września 1879go przytrzymał ją żandarm w Monasterzyskach u mieszczanina Piotra Orłowskiego, właśnie w chwili, gdy sobie moczyła nogi z podróży długiéj i męczącéj. Na widok wkraczającego żandarma skoczyła w kukurydzę i tam ją schwytano. Znaleziono przy niej 11 sznurków korali i francuzką złotą monetę.

Przystawiona do sądu w Monasterzyskach Onyszkiewiczowa poczuła się wykręcać, powiedziała, że nazywa się Malwina Dynowska, już od 5 lat jest wdową. Gdy jéj przedstawiono, że zupełnie podobną jest do zbiegłéj od Maryi Magdaleny niebezpiecznéj trucicielki Katarzyny Onyszkiewiczowéj, zapiérała się jak najmocniej, a nawet sama prosiła, aby dla przekonania się odstawiono ją do Lwowa. Życzeniu jéj stało się zadość. W sądzie lwowskim przyznała się Onyszkiewiczowa najzupełniej do zbrodni popełnionych w Załoścach i Mikulińcach.

Na zapytanie przewodniczącego trybunału, co może powiedzieć na swoje uniewinnienie, zaczyna Onyszkiewiczowa lamentować, że nie poszła kraść, aby zrobić majątek. Wszystkiemu nieszczęściu winne są jedynie zakonnice u Maryi Magdaleny. One to zrobiły z niéj to, czém się stała, to jest kalékę.

Zawszem mówiła: Pani starsza, jeżeli nie dostanę lékarstwa będę uciekać i uciekłam. Ja nie miałam żadnych złych zamiarów, chciałam tylko dostać się do szpitala w Stanisławowie. Pierwéj byłam osobą porządną, zdrową (zaczyna płakać), a teraz jestem kaléką, to wszystko ze mnie zrobiły zakonnice, ażeby ich tak Pan Bóg....

Przewodniczący mityguje oskarżoną. Tu nie idzie o zakonnice, tylko ma się wytłumaczyć, co robiła naprzód w Załoścach.

Onyszkiewiczowa. Zakonnice mnie do ucieczki zmusiły - chciałam się dostać do szpitala w Stanisławowie.

Przewodniczący widzi się zmuszony zadawać jéj szczegółowe pytania, na które każe jéj odpowiadać.

Zeznaje tedy oskarżona, że w Pieniakach nie wypytywał ją żaden pocztmistrz co za jedna, gdyż to każdy widział, że jest chorą. Do zagoszczenia u Podolanów w Załoścach namówił ją jakiś wojskowy, także złodziéj z profesyi. Dał on jéj instrukcyą, jak ma mówić u Podolanów, aby pozyskać zaufanie téj rodziny.

Następnie, zawsze na szczegółowe zapytania, opowiada z największym spokojem, jak się wprosiła do Chronowiczów, jak i kiedy przyrządzała herbatę z "denderewa" u Podolanów. Kiedy niekiedy tylko zasłania się słabą pamięcią, bo zakonnice zakręciły jéj głowę zupełnie. Tak samo z faktem w Mikulińcach.

Na zapytanie, w jakim cela podawała tym ludziom zatrutą herbatę, odpowiada Onyszkiewiczowa z największym spokojem. - No dla czego, aby ich okraść. Zresztą wiedziała, że ich to nie zabije, tylko zatumani.

Ponieważ już podaliśmy wszystkie znaczniejsze momenta popełnionych przez Onyszkiewiczową zbrodni tak w Załoścach jako téż w Mikulińcach, więc nie będziemy powtarzać ich tutaj ponownie. Przyznaje się ona do wszystkiego, a jeżeli odpowiada na pytania, to więcéj dla uprostowania niektórych okoliczności, nie zaś by się uniewinniać chciała.

W śledztwie już powiedziała sędziom: "pisz pan, jak się panu podoba, ja już więcéj żyć nie chcę, a pragnę tylko śmierci."

Nastąpiło przesłuchanie świadków Maryi Podołanki, Hryńka Podolana, Palinki Krasołychy, Maryanny Poburki i Jaśka Orłowskiego. Zeznania ich zgadzają się zupełnie z tém, cośmy już podali. - Opowiadania tych świadków o strasznych skutkach trucizny, jakich na sobie doświadczyli, mąk, jakich doznawali, nie wywarły na oskarżonéj żadnego wrażenia. Powiada ona, że sami pić chcieli, więc im pić dawała, Prawie każdy ze świadków na zapytanie, czy poznaje oskarżoną, odpowiada przekleństwem: obym jéj była nigdy nie poznała, albo: niech ją najjaśniejszy szlag trafi.

Po odczytaniu protokółów lékarskich oględzin poszkodowanych, przesłuchano rzeczoznawców sądowych, dr. Karcza i Lukasa, którzy jednozgodnie orzekli, że objawy chorobowe u wszystkich poszkodowanych, mianowicie: uczucie suchości w gardle, zamącenie wzroku i słuchu, rozszérzenie źrenic, porażenie mięśni i mózgu, tudzież podrażnienie przewodu pokarmowego wskazywały na zadaną im nadmierną ilość bieluniu szaleju z przymieszką lulku, który wraz z spirytusem potęgował działanie bieluniu. Ilość bieluniu używanego w celach leczniczych, według farmakopei austryackiéj, redukuje się do 1 miligrama, jako dawki jednorazowéj, lub 3 mil. na dzień. Według tego z uwagi, że poszkodowani zażyli bezwątpienia więcéj, klasyfikują rzeczoznawcy czyny popełnione przez oskarżoną jako ciężkie uszkodzenia ciała, połączone z niebezpieczeństwem życia. Co do Maryanny Podolanki zachodziło lekkie tylko uszkodzenie ciała, bo mniéj bieluniem zaprawionéj herbaty wypiła.

Następnie przewodniczący odczytał spis grzechów podsądnéj i tak:

W roku 1858 w Czerniowcach skazaną była za kradzież na 6 miesięcy więzienia.

W r. 1859 w Śniatynie za kradzież na 20 rózg. (Oskarżona, śmiejąc się, mówi: nieprawda).

W r. 1862 2go Lipca w Stanisławowie za kradzież na lat 5, 30 rózg i odosobnione więzienie 2 razy do roku.

W r. 1869 za zabójstwo przez otrucie na 10 lat ciężkiego więzienia.

W r. 1872 za 20 kradzieży i zabójstwo przez otrucie znowu na 10 lat więzienia, ciemnicę we Wrześniu i twarde łoże.

Trybunał zadał ławie przysięgłych 6 pytań, na które przysięgli odpowiedzieli, jak następuje:

Na 1. Czy Kat. Onyszkiewiczowa jest winną, że w skutek jej działania, wprawdzie nie w zamiarze zabicia, lecz w jakimś innym zamiarze, doznał Hryń Podolan rozdrażnienia umysłu i zadraźnienia od środków nerwowych (mózgu), a zatém ciężkiego uszkodzenia ciała, które uskutecznione zostało zdradziecko, podstępnie, a nadto w sposób taki i takiemi środkami, które zagrażały bezpieczeństwu życia - 8 glosami tak, 3 tak z wykluczeniem ciężkiego uszkodzenia, 1 glos nie.

Na 2 pytanie, téj saméj treści, zastósowane do wypadku z Maryą Podolan, i ze zmianą "lekkie uszkodzenie." 10 głosów tak, 1 tak z wykluczeniem podstępu, 1 głos nie.

Na 3 pytanie téj treści co 1, zastósowane do wypadku z Paulinką Krasołychą, Ma-ryą Poburką i Jaśkiem Orłowskim. 7 głosów tak, 4 tak z wykluczeniem ciężkiego uszkodzenia ciała, 1 głos nie.

Na 4 pytanie, czy Katarzyna O. jest winną, że okradła Hryńka Podolana z rzeczy wartości nad 25 złr. 11 głosów tak, 1 głos nie.

Na 5 pytanie, odnoszące się do kradzieży popełnionéj w Mikulińcach 11 głosów tak, 1 głos nie.

Na 6 pytanie dodatkowe, czy powyższe kradzieże były przez obwinioną zuchwale, zdradziecko i podstępnie dokonane, i czy wskazują na nałogowe złodziejstwo, 10 głosów tak, 1 głos tak, z wykluczeniem zdradziecko i podstępnie, zaś 1 głos nie.

Na podstawie tego werdyktu skazaną została Katarzyna Onyszkiewicz na 10 lat ciężkiego więzienia.

Jest to już trzecia kapitulacya, a z uwagi, że poprzednich nie odsiedziała, będzie zatém wolną dopiéro w r. 1901.





Tym razem z więzienia nie udało się uciec... Epilog tej sprawy miał miejsce w 1895 roku.


[Gazeta Narodowa. Rok XXXV. Nr. 68. We Lwowie - Sobota 9. Marca 1895. Rubryka: Kronika Zachowano oryginalną pisownię.]


Słynna trucicielka Onyszkiewiczowa, której zręcznie popełniane zbrodnie i ucieczki z więzienia, swego czasu wielką senzacyę budziły, niedoczekała się wolności, zmarła bowiem przedwczoraj w więzieniu św. Maryi Magdalenny.




I jako ciekawostka wcześniejsze "wyczyny" tej trucicielki.


[Gazeta Lwowska. Rok wydania 60. Numer 155. Poniedziałek 11. Lipca 1870. Zachowano oryginalną pisownię]


Ucieczka z wiezienia.


Dnia 9. b. m. o godzinie 6. z rana uciekły z zakładu Maryi Magdaleny słynne złodziejki Barbara Woźna z Lubienia pod Gródkiem, lat 33, za kradzież na 6 lat wiezienia skazana, i Heńka Onyszkiewiczowa właściwie Kasia Koczerczukowa z Stanisławowa, na 10 lat skazana; ma lat 30. Obie miały ubiór więzienny.


[Gazeta Lwowska. Rok wydania 60. Numer 256. Czwartek 10. Listopada 1870. Zachowano oryginalną pisownię]


Kradzież.


Na wiosnę r. b. uciekły z zakładu karnego dla kobiet u św. Magdaleny we Lwowie dwie bardzo niebezpieczne złodziejki, Barbara Woźna, skazana na lat 6, i Onyszkiewiczowa, skazana na lat 10 wiezienia. Woźna została później we Lwowie znowu za kradzież przez policyę aresztowana. Onyszkiewiczowa przyszła temi dniami do Żółkwi do pewnego woźnego sądowego, gdzie całą rodzinę częstowała herbatą. Po wypiciu herbaty wszyscy zachorowali a woźny umarł, prawdopodobnie wskutek trucizny. Onyszkiewiczowa zabrawszy kilkaset złr. w złocie, srebrze i banknotach, znikła. Na telegram do policyi lwowskiej odesłany, udał się komisarz p. Meidinger z ajentem p. Milletem w pogoń za Onyszkiewiczową, śledził za nią po części powozem, a po części koleją żelazną aż do Krakowa i przytrzymał ją tam dnia 7. b. m. Większą część kwoty skradzionej znaleziono jeszcze u aresztowanej.



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018