dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3412388 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Łowiec. Rok V. Nr 4. Lwów, dnia 1. Kwietnia 1882. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 27 Lutego.

Jako curiosum myśliwskie donoszę, że stary rogacz rzucił dopiero w Lutym rogi, czego nigdy nie widziałem. W Olejowie przed laty 15 nie znane były sarny, a w tym roku myśliwskim ubiłem 19 rogaczów.

Kazimierz hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 6. Lwów, dnia 1. Czerwca 1883. Zachowano oryginalną pisownię.]


Ruja sarn.
przez
Kazimierza hr. Wodzickiego.
(fr.)


Oparty na sumiennem doświadczeniu, mogę śmiało twierdzić, że wybijając rogacze, ile było w możności, w Lutym, pomnażałem nad miarę stan sarn w lasach rozrzuconych, niezwartych. Tak mam własnych sarn 60 do 70, rogaczów zabijam przeszło 20, a rok ubiegły dostarczył mi 33. Każdy myśliwy przyzna, że powyższa liczba sarn nie mogła przysporzyć takiej ilości rogaczów, a zatem przywędrowały lub ich sobie lasowe baletniczki z dalekich stron sprowadziły. Przypuszczam też, iż się znęciły rogacze do moich lasków suchą, zdrową karmą w zimowych miesiącach, starannem odkrywaniem solnic i t. d., lecz ilość ich w stosunku do kóz jest pod jesień za wielką, iżby nie przypuszczać ściągania się ich w czasie rui. Może się mylę, bo w lesie pokrytym liściem trudniejsza kontrola sarn, jak w obnażonym z liścia i na śniegu, mniemam jednak, że z zbliżeniem się wiosny zielonej powracają one do swych lasów, jeżeli morderczy ołów ich u mnie nie zatrzymał. (...)

W dwóch rewirach znałem sarny wychodzące na pole i łąki przy pierwszym odgłosie trąbki lub hałasie, przypominającym polowanie, i tam pozostawały aż do ustalenia się ciszy leśnej, czyli ukończenia łowów. Zawsze na czele pędziła lub stała duża sarna. W jaki sposób zwierzęta te rozpoznają ludzi i niebezpieczeństwa, to zaiste podziwienia godne. Czasem pchają się między rębaczy i fury w lesie, żerują po ogrodach leśniczych i gajowych spokojnie i swobodnie, ale gdy się nieznajomy ledwie pojawi, już umykają. Mnóstwo mają wybiegów, doświadczeniem, przebiegłością i niesłychaną ostrożnością ratują stado. Istne to Sylwanki, matrony strzegące ród sarni; im więcej ich w rewirze, tem większe bezpieczeństwo dla sarn. Używałem różnych środków w celu oszukania ich i przysporzenia zdobyczy polowaniu, udawały mi się one z młodemi lub pojedyńczemi, nigdy zaś ze stadkami, prowadzonemi przez doświadczone guwernantki. Polowałem z kałatawkami, z dzwonkami, z różnobarwnemi chorągiewkami - wnet poznały te strachy na Lachy i uderzały na gońców. W końcu polowałem ze sznurami, opatrzonymi różnokolorowemi szmatkami, wtedy pędziły na nie ze staremi młode. Można tu zaprawdę zastosować przysłowie: "doświadczenie poszło w las" - ale na pożytek rodu sarniego. Dziś, gdy u mnie trzech lub czterech chłopców bije patykami w pnie, to sarny z trzeciego i czwartego miotu wynoszą się, tak doskonale znają ten hałas. I któżby uwierzył, że te rozumne zwierzęta zmuszają mnie do polowania z wedetami, wskazującemi po pierwszym miocie miejsce ich schronienia.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 8. Lwów, dnia 1. Sierpnia 1883. Zachowano oryginalną pisownię.]


Ruja sarn.
przez
Kazimierza hr. Wodzickiego.
(Dokończenie).
(fr.)


Przyniesiono sarneczkę jeszcze srokatą na folwark, córka ekonoma wykarmiła ją i nazwała Hanką. Chowała się, co rzadko się zdarza, przez dwa lata zupełnie jak domowe zwierzę w kuchni, w pokojach i na ulubionem gumnie za stertami zboża i brogami siana. Gdy deszcz lub zimno dokuczało, biła natarczywie racicami w drzwi, prosząc o wpuszczenie, w pogodny dzień była zawsze na świeżem powietrzu. Stopniowo w drugim roku emancypowała się Hanka, biegała po polach i po przyległym gaiku, nawet zaglądała do sąsiedniego lasu, wreszcie w trzecim roku pod jesień znikła z wielkiem naszem zmartwieniem, byliśmy bowiem pewni jej śmierci. Po nowym roku zameldowała się tupaniem, lecz nikt z nas nie dziwił się dobrej tuszy Hanki, przypisywano okrągłość sianu i koniczynie. W Kwietniu znowu znikła, a pod jesień przyprowadziła nam swą córeczkę w dzikim stanie wychowaną. Płochliwa i ostrożna nie chciała matki naśladować, mimo widocznych namów, nie wchodziła do pokoju, ani na gumno, i w takiem usposobieniu pozostała przez rok, dopiero w jesieni nie zdołała się oprzeć pokusie odwiedzenia gumna, dokąd już odtąd chętnie chodziła.

Hanka przyjęła rogacza niewątpliwie w Listopadzie lub Grudniu i urodziła sarniątko w Czerwcu. Córka jej dostarczyła mi jasnego dowodu, że w kozach przed trzecim rokiem nie odzywa się popęd płciowy, była bowiem do tego czasu jałową, tak jak jej matka. Niestety, jak to zwykle bywa, zginął ten mój przychówek w wielkich cierpieniach. W płocie otaczającym gumno były pozostawione dziury dla zajęcy, w dziury te wsuwały się sarny, kładąc się na brzuchy. Jakiś chłopak zapewne zastawił stempę czy żelazko, i młoda siuta strzaskała sobie przednią nogę w dwóch miejscach tak, iż nie można było jej złożyć. Dopiero drugiego dnia dano nam znać o tym wypadku, a gdyśmy przybyli, rozrzewniający przedstawił nam się widok matki, nieodstępującej swej córki w cierpieniach. Hanka z okrągłym brzuszkiem, zwiększającym się widocznie, obiecuje dostarczyć nam nowego przychówku, dziś jednak niepodobna oznaczyć terminu poczęcia, gdyż zwidza ona dowolnie lasy w każdy dzień pogodny i nikt już nie zwraca uwagi na jej nieobecność. Jeżeli odbędzie połóg na folwarku, wskaże mi czas swej rui, gdy zaś porodzi w lesie tak jak pierwsze sarniątko, nie dostarczy mi pewnego dowodu.

W małym lasku posiadam od lat czterech kilka siut i dwa rogacze, ryczące duety przez wiosnę i pozostające do Listopada. W tym czasie jeden z nich zostaje przy sarnach, drugi znika, oczywiście zwalczony emigruje do innych lasów w konkury. Już trzeci rok niefortunny ten konkurent uchodzi w Listopadzie z lasku, powraca w Marcu lub Kwietniu, przybędzie on zapewne i tej wiosny, jeżeli go śmierć nie zaskoczy w obczyźnie. (...)

Najciekawsze doświadczenie zrobiłem w Olejowie. Proboszcz mój otrzymał w darze dwoje malutkich sarn, które szczęśliwie wychował i ułaskawił. W Listopadzie czy w Grudniu, ale już na śniegu, przyjęła koza w trzecim roku życia swego rogacza, urodziła w Czerwcu. Pod zimę lamparcina rogacz porzucił komfort proboszcza i pobiegł bujać po lasach. Opuszczona koza podążyła za nim, a powróciła, gdy mrozy srożyć się poczęły, on zaś zerwał zupełnie z nami stosunki i nikt go już na plebanii nie ujrzał. Koza widocznie grubiała, a gdy żyto sypać się już zaczęło, zamieszkała w nim i tam powiła sarneczkę. Niemal codzień przybiegała po przysmaki i wracała do żyta. Po żniwie wyniosła się z potomstwem do sąsiedniego lasu, stroniła już od ludzi, wreszcie znikła bez śladu.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 6. Lwów, dnia 1. Czerwca 1883. Rubryka "Korespondencye". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 20. Kwietnia.

Jak wielka liczba rogaczów u nas jeszcze żyje i jak mało starych bije się na polowaniach w stosunku do siut, niech stwierdza następne słowa. W moich lasach mogę liczyć najwięcej 70 sarn, i za tę liczbę ręczyć nie mogę, bo do karmy ściągają się obce, również znaczna część moich przenosi się do sąsiednich lasów, a w lecie także do małych gajów, po okolicy rozrzuconych. Przyjąwszy 70 sarn, to trudno pojąć, jak mogłem ubić w r. 1881/82 rogaczów 18, a w r. 1882/83 49. Dziś mogę śmiało podać liczbę biegających i beczących kozłów w moich lasach na 16 do 18 sztuk. Zdawałoby się, że nietylko własne, ale i sąsiedzkie rogacze wystrzelałem, a jednak wiosna wykazuje mi niemało omszonych rogów. Bardziej jeszcze uderzającą jest mała ilość ubitych młodych rogaczów. Staram się zwabiać sarny solnicami, tnę osiki, młode jawory, brzozy z pnia puszczające, sieję dla nich rzepaki pod lasem, które zupełnie niszczone bywają, lecz przeważnie przypisuję znaczną ilość przybyszów w zimowej porze szopkom ze zdrową i suchą karmą. Dawniej poddawano karmę pod gołem niebem, którą deszcze, śniegi i szrony gnoiły i niesmacznemi czyniły, pod dachem zaś utrzymuje się ona w dobrym stanie przez długi czas i może być solona. Od chwili umieszczania karmy w szopach mnoży się znacznie stan sarn w moich lasach małych, rozrzuconych, nieprzenoszących 2400 morgów, a nigdzie nie posiadam większego kompleksu. Jeżeli koledzy podzielają moje zdanie szkodliwego wpływu starych rogaczów, to przyznają mi, że chów sarn w ogólności na mylnych polega podstawach, kiedy żyje taka znaczna ich liczba i gdy paragraf ustawy, wzbraniający strzelanie kozłów z omszonymi rogami, istotną nam szkodę przynosi. Sarna odbywa dalekie wędrówki i sprowadza rogacze do naszych lasów, kozły zaś w porze rui przebiegają znaczne przestrzenie, szukając siut, o czem się niejednokrotnie przekonałem. Po zwyczajach, wekslach i zachowaniu się łatwo rozróżnić swoja sarnę od obcej do tego stopnia, że moja służba lasowa nazywa pierwsze swojskiemi. Na śniegu łatwo sprawdzić, zkąd sarny przybyły, i często z zadziwieniem spostrzega się odbytą kilkumilową wędrówkę. Takie badanie sprawia wiele przyjemności, gdy się widzi, jakim wekslem i wiele sarn poszło. Gdy za mało mam strzelców, stawiam na niektórych przesmykach fury. Otóż raz narachowały one 23, drugi raz 27 sarn uciekających przez pola i błota do obcych lasów. Nie mało rogaczów opłaciło życiem te odwidziny. Jak troskliwa i nieustanna opieka przynęca sarny, tak niedbałość kilkumiesięczna rozpędza ten inwentarz leśny, tyle uroku dający polowaniu. Wyżej wymienione cyfry ubitych rogaczów mogą wzbudzić mniemanie o znaczniejszej ilości jałowych sarn, ale jednak w lesie jest wiele sarniąt.

Celem tej korespondencyi jest wykazanie szkodliwości starych rogaczów w naszej okolicy i błędnej podstawy paragrafu ustawy, zakazującego strzelać kozły na wiosnę, gdyż nie wszystkie lasy dozwalają podjazdowego polowania, a kłusownicze zasiadki myśliwemu niemiłe, z tego więc powodu rogacze broją przez długie lata.

Kazimierz hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok VII. Nr 5. Lwów, dnia 1. Kwietnia 1884. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Dnia 5. Marca urodziła sarna u mnie w lesie sarniątko, wielkości kocięcia i to biedactwo z wysileniem za matką łazi po śniegu. Dnia 13. zastałem w innym lesie młode sarniątko już biegające. Są to już cztery zdarzenia w mem badawczem życiu, że sarny rodzą na śniegu w Marcu i naprowadzają mnie na zdanie następujące: Przypuszczając ciężarność sarny trwającą przez pięć miesięcy, wnoszę, że wyjątkowo kozy odbywają już ruję w Październiku.

Kaźmirz hr. Wodzicki.

Olejów 14. Marca.



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019