dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3410409 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Rocznik Podolski. Organ Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk poświęcony sprawom i kulturze Podola. Tom I - rok 1938. Tarnopol 1938. Nakładem Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wydano z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej i Fundacji im. Wiktora hr. Baworowskiego.]

Stanisław Spittal (1891 -1964):


Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy.
część 5




Lecznictwo u ludów pierwotnych należy jeszcze i dzisiaj do czynności obrzędowych. Dlatego lekarzami są kapłani, magowie, czarownicy, lub wróże danego plemienia. Oni i dzisiaj mają chronić swój szczep, czy choćby tylko swoją wioskę od chorób i nieszczęść. Do tego celu zmierzają pewne czynności i obrzędy połączone z ofiarami, modłami, zamawianiem, obmacywaniem, chuchaniem, czy pociąganiem, lub pocieraniem chorych członków. Podobnie zachowują się i wróżbici, czy też znający, zajmujący się leczeniem ludowym u nas. I tu lecznictwo ludowe jest obrzędem połączonym z modlitwą, postem, otaczaniem i zamawianiem chorego miejsca, dotykaniem jakimś przedmiotem najczęściej ostrym (nóż), opisywaniem (kredą święconą), kropieniem, chuchaniem, zażywaniem na czczo podawanego przez wróżą leku itd.

I tu leczenie ludowe niedaleko odbiegło od pierwowzoru u ludów pierwotnych. Pewnie, że wyrazy zamawiania i formułka uległy zmianie od czasów pogańskich pod wpływem kościoła chrześcijańskiego, ale sam sens i sposób pozostały jak dawniej pogańskie. Zamawianie, zaklinanie, zażegnywanie, właściwe ludom wszystkich krajów i wszystkich czasów, jest jednym ze ze środków mistycznych, mających przywrócić zdrowie choremu. Są to rozwinięte przekleństwa, mające moc zrobienia tego, co oznaczają, tj. sprowadzenia lub usunięcia tego, czego chce zamawiający.

Zamawiający ściśle dochowuje tajemnicy słów formułki zamawiania przekazując ją tylko jednej osobie z całej rodziny, a więc najbardziej odpowiadającej wymogom, którą wprowadza powoli w tok praktyki czarodziejskiej. Tajemniczą formułkę zdradza jednak swemu następcy dopiero przed śmiercią, a moc swoją przelewa na spadkobiercę tajemnicy przez podanie mu i uściśnięcie ręki tuż przed swym zgonem. Dzieje się to dlatego, że tajemnicze i niezrozumiałe słowo jest w swym działaniu potężniejsze, niż powszechnie znane, pospolite. Tajemnicze słowo bardziej działa na umysłowość zabobonnego wieśniaka chętnie poddającą się fantazji. Otrzymujący jednak tę tajemnicę musi w nią święcie wierzyć i nie śmie z formułki uronić ani słowa, bo wszystko, cały czar, przepadłby, poszedłby na nic.

By zamawianie było skuteczne, nie śmie przy nim być w chacie ani pies, ani kot, jako zwierzęta związane ze złym (z diabłem), ani niewierzący w skuteczność tych praktyk. Zamawianie dla każdej choroby jest inne, odmienne, bo i każdą chorobę wywołuje inny duch, gdyż, jak wspomniałem, lud wierzy w różnoosobowość chorób. Zamawiający wykonuje swe czynności trzy razy, bo trzy to liczba kabalistyczna. Za zamawianie nie żąda żadnej zapłaty biorąc to, co chory daje z własnej ochoty. Co innego, że nie bardzo ufając w hojność wieśniaczą, bo sam jako wychodzący z ludu najlepiej go zna, często ściągnie już naprzód zapłatę, a potem zamawia już "bezinteresownie". Przeważnie tym procederem trudnią się baby, nie brak jednak i wróżów mężczyzn i ci uchodzą nawet zazwyczaj za lepszych.

Samo zamawianie wygląda następująco: Zamawiający sadza chorego na stołku. Miejsce chore, tj. miejsce, które najbardziej dolega, otacza trzykrotnie dookoła jajem, którym następnie również trzykrotnie otacza po kolei każdy z członków chorego wymawiając przy otaczaniu, a więc po trzykroć:

"Tut ja wzywaju dewiat' monasteriw,
i światych błahaju z dewiat' cerkwiw,
i wsich śwjatych wzywaju
i tych, szczo ne znaju.
i Tebe światyj Otcze Mykołaju
i światyj Antone,
dopomożit' tomu czołowikowy !
i ja jemu dopomożu".


Potem zamawiający rozbija jaje nożem i rzuca (wylewa) je do szklanki do połowy wodą wypełnionej i rozkłóca końcem noża. Szklanka musi mieć dno okrągłe, a ściany powyżej kanciaste. Tym samym nożem dotyka następnie znachor po kolei czoła, twarzy, brody i rąk chorego trzykrotnie powtarzając:

"Tut tobi ne buwaty,
tut tobi ne buwaty,
biłoho tiła ne wjałyty,
żowtoji kosty ne łomyty,
czerwonoji krowy ne suszyty.
Czas tobi rozijtysia na hory,
na skały kamianniji,
na pisky, na czystiji wody,
na mosty. Idy w bezwisty!
Wsi śwjati dopomożit' tomu czołowikowy".


Z kolei znachor spluwa trzy razy poza siebie, po czym z rozbitego jaja postawionego na oknie do słońca wróży, najpierw, co myśli chory o domu, jakie są jego zamiary i co mu się z tego spełni (1).

Rozumie się, że poza wymienionymi słowami wypowiadanymi głośno w czasie rozbijania jaja, rozkłócania itd., mruczą znachorzy jeszcze coś pod nosem niezrozumiałego, możliwie nawet i dla nich samych, co jednak podnosi tajemniczość obrzędu. Bo im zamawianie mniej zrozumiałe, im przy nim więcej tajemniczości i jakiegoś nieznanego i nieuchwytnego ceremoniału, tym skutek pewniejszy, bo i wiara w czar wtedy większa.

Przy leczeniu ludowym są jednak w użyciu również środki materialne i to zarówno leki właściwe, odwiecznym doświadczeniem, czy też ewentualnie praktyką medyczną podyktowane, jak też leki, czy inne sposoby nadprzyrodzone, mistyczne. I ta grupa może bardziej przemawia do wyobraźni ludu i gra ważniejszą rolę w ludolecznictwie. "Choroby bowiem się leczy usuwając nadprzyrodzoną przyczynę, która je spowodowała" (2). Do tej właśnie grupy mistycznej zaliczamy sposoby używane na tutejszym terenie jak i wszędzie indziej, które przenosząc czy usuwając chorobę prowadzą do jej pozbycia się. Są to:

Przygwożdżenie choroby. Przedmiot ostry lub zaostrzony, a więc gwóźdź, kołek, klin itp., którym dotykało się bolącego miejsca, zabija się w ziemię lub drzewo włożywszy ewentualnie przed tym do wywierconego otworu, przeznaczonego na zagwożdżenie, trochę włosów, skrawki z paznokci, czy szmatkę z bielizny, lub strzęp z ubrania chorego. To ma pomagać bezwzględnie. Choroba wraz z kawałeczkami niejako ciała chorego zabita i uwięziona w ciasnej dziurze nie może się wydostać na zewnątrz i razem z gniciem czy rozkładem cząsteczek przedstawiających chore ciało zmniejsza się, by wreszcie zniknąć zupełnie.

Zaszczepienie na drzewo lub na stworzenie żywe, zwierzę lub człowieka, przez dotknięcie tamtej osoby, czy rzeczy przez chorego, w razie zaś choroby wenerycznej przez stosunek cielesny, przez który choroba przejdzie na drugą osobę, a chory wyzdrowieje.

Zakopanie choroby wraz z włosami, paznokciami, moczem, kałem, plwociną chorego, najlepiej w miejscu trudno dostępnym, gdzie trudno się dobrać, by zakopaną chorobę odkopać, a więc najlepiej w mrowisku, pod większymi kamieniami, pod korzeniami drzewa.

Chorobę można spławić rzucając na rzekę część ubioru, czy bielizny chorego, a gdy ta spłynie z bieżącą wodą daleko, zniknie i choroba oddalając się tak samo.

Choroba może wyparować, np. wraz z moczem przez komin.

Można ją spalić w piecu, czy ogniem powierzchownie, np. jęczmień, brodawki lub różę.

Można i zapiec przez wsadzenie chorego do pieca chlebowego na parę minut po wyjęciu chleba. Jest to rodzaj suchej łaźni.

Można i wyrzucić od siebie przez rzucenie części ubrania chorego przez głowę poza siebie i szybkie oddalenie się z tego miejsca, bez oglądania się poza siebie. Część ubioru należy wyrzucić w miejscu uczęszczanym, by ktoś ją znalazł i zabrał. Wtedy dopiero weźmie i chorobę. Najczęściej wyrzucają albo chusteczkę do nosa, albo węzełek z bielizną chorego, lub szmatkę z jego koszuli, w którą jednak wkładają parę groszy.

Praktykowanym sposobem jest i sprzedanie choroby osobie drugiej. Kurzą ślepotę tzw. kurkę sprzedają najchętniej Żydowi. Chore dziecko niby to sprzedaje matka swojej znajomej, by potem odkupić je od niej znowu, ale już zdrowe.

Nahodowanie choroby. Specjalnie w tym celu upieczonym bocheneczkiem chleba lub przylepką dotykają chorych miejsc, przez co choroba przenosi się na chleb, który w pojęciu wieśniaka jest podstawą życia. Ten chleb dają psu do zjedzenia. Gdy pies zje podany chleb, z nim razem przejmie na siebie i chorobę.

Przemierzenie choroby opisane w chorobach dzieci.

Wyliczenie wsteczne od 13 lub 9 do zera w następujący sposób: 13 nie 13, 12 nie 12, ...jeden nie jeden, żaden, (lub nic). Przez takie właśnie liczenie choroba ma się zmniejszać coraz bardziej, aż wreszcie dochodzi do zupełnego zaniku.

Praktykowane jest dalej w celu pozbycia się choroby jeszcze naciskanie, pocieranie, dotykanie chorych członków pieniądzem, amuletem lub ręką. Pieniądz jako najmniej wartościowy wyrzuca się w miejsce uczęszczane, by ktoś go znalazł i podjął, a tym samym zabrał sobie chorobę. Amulet, specjalnie w danym wypadku wyszukany, odnosi się na dawne miejsce, np. kość nieboszczyka wziętą z cmentarza dla potarcia tzw. martwej kostki odnosi się na cmentarz.

Oplucie choroby lub tego, kto tę chorobę spowodował, np. przy urokach.

Zlizanie choroby, najlepiej przez matkę, przy wpadnięciu ciała obcego do oka dziecka.

Pogryzienie w przenośni rąbka koszuli przy urokach, przy czym należy patrzeć na słonce popod własne nogi.

Zmywanie lub zlewanie chorych członków wodą, którą wylewa się na rozstajne drogi czy pod próg wroga, by pierwszy, kto przez nią przejdzie, zabrał sobie i chorobę, a przez to chorego od niej uwolnił.

Okadzanie, zwłaszcza przy przestrachu i obłędzie, włosami czy paznokciami człowieka, którego chory przeląkł się, sierścią zwierzęcia, pierzem palonym przy chrypce, ziołami itp. Okadzanie, czy okurzanie związane z ogniem ma wzmacniać siły chorego, a zarazem odpędzać złe, jakie weszło w jego ciało. Dotyczy to tak ludzi, jak i zwierząt. By bydło nie chorowało, podkurza się je barwinkiem; maciczne krwotoki okadza się wiankami lub zielem święconym, np. święconym biedrzeńcem (w razie zarazy).

Z ogniem związane jest i wypalanie np. ran, pochodzących z ukąszenia wściekłego psa lub hadiugi (gadziny, węża).

Naparzanie parą lub nawet przykładanie gorących ziół do chorych miejsc.

Wiązanie np. tasiemką czerwoną stawu nadgarstkowego, gdy ten się wskutek pracy rozejdzie. Związana przyczyna choroby, zły demon pragnąc się wydobyć z więzów daje spokój choremu i wtedy to rozwiązanie tasiemki uwalnia wprawdzie demona, ale ten nie chce znowu się narażać na przykrość i opuszcza chorego, przez co temu wraca zdrowie. Tak samo ściśle przylegającą tasiemką zaciskają i wole.

Przewlekanie choroby przez dziurę w płocie odbywa się przez faktyczne przepchanie, czy przeciągnięcie chorego przez ciasną dziurę. Wtedy to choroba panosząca się w chorym, gdy ledwie chory przez ciasną dziurę się przeciśnie, nie mając miejsca dla siebie ustępuje. To samo czyni się i symbolicznie przez przewlekanie nitki z koszuli chorego, ręki chorego, lub nogi przez ucho igielne lub obarzanek.

Zawieszenie na drzewie, podłożenie pod kamień, korzeń itp.

Żarliwą modlitwę do Pana Boga, jako pana wszystkiego.

Odpokutowanie, tj. odprawienie uczynionego przez siebie ślubu, a więc pielgrzymki do cudownego miejsca w Milatynie czy Podkamieniu koło Brodów, kupienie światła do ołtarza, odbycie spowiedzi, wysłuchanie pewnej ilości mszy św., danie jałmużny, ofiary na kościół itp.

Zaklęcie choroby przez znających.

Zastraszenie, np. przy malarii, gdy chory po przebytym paroksyzmie zaśnie, oblewają go nagle kubłem zimnej wody lub wpuszczają żabę pod pazuchę (pachę).

Dogodzenie chorobie, tj. podawanie choremu potraw, jakich ten zażąda (przy zimnicy).

Obrzydzenie przez podanie choremu do zjedzenia czy wypicia jakiejś obrzydliwości, np. wszy przy żółtaczce.

Wrzucenie choroby do dziupli szybko rosnącego drzewa, najlepiej wierzby, bo w niej diabeł siedzi, lub czarnego bzu, z tej samej przyczyny.

Opisanie święconą kredą, osełką, grzebieniem, nożem, aby złe siły nie miały dostępu. Najstarsza obrzędowa forma kultu u Słowian odbywała się pod postacią koła. Najdawniejszy taniec obrzędowy - to "koło". Najdawniejsze zebranie rycerstwa polskiego jako tzw. koło rycerskie, obradowało w tej samej postaci. Z tej odległej przeszłości forma koła, jako tzw. koło radzieckie, koło rodzicielskie, koło pedagogiczne, historyczne, nauczycielskie itd., lub jako taniec dziatwy szkolnej, w formie zabawy pod nazwą koło młyńskie, przeszła do naszych czasów może zatraciwszy już częściowo treść samą. Jednak w niezmienionej formie, jako opisywanie kredą święconą, osełką itp. w około miejsca chorego, dalej zataczanie kół rękoma wróżą dookoła ciała chorego, najpewniej do tych czasów pierwotnych i do tej formy obrzędowej odnoszące się, przetrwała w medycynie ludowej. Gdy krowie spuchnie wymię, otacza się je trzykrotnie osełką i nożem na płask, potem smaruje miodem i okadza rozchodnikiem, lub okłada maścią rozchodnikową, aby obrzęk się rozszedł.

Wyssanie zwłaszcza przy skaleczeniach lub ukąszeniach i możliwości zakażenia.

Wykropienie, a więc wyświęcenie święconą wodą przy obłąkaniach.

Rozumie się, że przy tym całym szeregu wyczynów mistycznych chory musi milczeć, a gdy coś wyrzuca, to zawsze poza siebie i nie śmie się wtedy zupełnie oglądać. Choroba bowiem pragnąc powrócić, może naśladować głosy, wołać itd., by tylko chory się obejrzał i przez to wziął ją z powrotem. Często odczynianie takie odbywać się musi w specjalnym miejscu, na cmentarzu, rozstajnych drogach, miedzy lub o specjalnej porze (północ, nów).

Sposobów używanych do walki z chorobami przez medycynę ludową jest o wiele więcej, wyliczone przeze mnie są jednak najczęstsze. Jak zwykle w walce z wrogiem w grę wchodzą: odwaga, siła, podstęp, lub poddanie się i wypełnienie żądań przeciwnika i to wszystko przewija się już choćby w przytoczonych powyżej sposobach leczniczych. Jako broni w tej walce używa się wody, ognia, hałasu lub milczenia, specjalnych ruchów i środków odwracających, tj. przedmiotów ostrych, kłujących lub raniących, jak igły, szpilki, ciernie, gwoździe, kołki, kamienie, substancje gryzące, parzące i o ostrym zapachu, smaku, jak sól, pieprz, czosnek, cebula, ocet, chrzan, gorczyca, mrówki, palone pierze, palone włosy, dalej wzbudzające obrzydzenie, jak mocz, kał, plwocina.

Klin wybija się klinem, podobne leczy się podobnym, podobna przyczyna wywołuje podobne skutki, co zaszkodziło, tym leczyć potrzeba, więc i dla pewnych chorób używa się pewnych leków, odpowiadających chorobie kształtem, barwą lub innymi cechami. Ten sposób leczenia nazywa się sympatycznym. Nazwa sama wywodzi się stąd, że między chorobą, czy chorym a lekarstwem zachodzi pewien związek wewnętrzny duchowej sympatii lub nienawiści. Lek pewnej chorobie odpowiada lub jej się sprzeciwia. Między chorobą a lekiem zachodzi podobieństwo lub różnica cech zewnętrznych czy właściwości wewnętrznych. Między całą naturą martwą i żywą jest jakby nić łącząca wszystko ze sobą, "nić sympatyczna". Stąd też, wedle badań lat ostatnich, plamy na słońcu powodują wzmożone nastawanie deszczów, grypy i chorób zakaźnych, zaburzeń i katastrof ziemskich itp. To było również znane lekarzom starożytnej Grecji i od ich czasów najprawdopodobniej datuje się leczenie sympatyczne. W leczeniu tym, podobieństwo może się odnosić tak de barwy, kształtu, jak i nazwy. Na krwotoki daje się krwawnik (Achillea millefolium); na ukąszenie żmiji żmijowiec (Echium vulgare); na złamanie kości żywokost (Symphytum officinale); na podbój liście podbiału (Tussilago farfara); na obrzęki, aby się rozeszły, rozchodnik (Sedum acre); na krwotoki maciczne podwiązuje się mały palec u lewej nogi czerwoną nitką; na różę przykłada się płatki czerwonej róży; na żółtaczkę podaje się marchew i żółte masło, każe się spoglądać do złotego kielicha mszalnego; na blednicę prawdziwe, czerwone, potłuczone na proszek korale; na brodawki spala się groch; na jęczmień na oku jęczmień; na chrypkę, która drapie w gardle miód, co wygładza; na biegunkę jaja na twardo. Na krwotoki maciczne miesięczne, gdy zbyt obfite, celem ich zatrzymania skrobie się korę wiśni ku górze i gotuje; gdy brak miesiączki, skrobie się korę wiśniową w dół, by ją sprowadzić czy przywrócić; na białe upławy daje się kwiaty jasnoty białej (Lamium album). Gdy dziecko powoli rośnie, kąpie się je w wierzchołkach drzew szybko rosnących, jak wierzba, bez, świerk, przenosząc na dziecko niejako zdolność rośnięcia i siłę żywotną danego drzewa. Przeziębienie leczy się zimnymi okładami; puchlinę suchym zielem; gorączkę wilgocią itd. Oczywiście leczenie jest pewniejsze, gdy lek podaje osoba płci drugiej, bo przez to sympatia jest większa.

Leczenie sympatyczne wymaga bezwzględnej wiary, gdy więc zawiedzie, co dość często się zdarza, bardzo łatwo pacjentowi zarzucić brak tejże i zły skutek jako następstwo. Gdy leczenie się uda, chory wyzdrowieje, a więc był dany warunek (wiara) spełniony, nic dziwnego, że lek był skuteczny - jak się i choremu i leczącemu wydaje. Że zresztą takie leczenie może odnieść rezultat i wywrzeć pomyślny skutek na sam przebieg choroby, nie jest zupełnie czymś dziwnym, gdyż znaną jest rzeczą, że wpływ psychiczny, skierowujący uwagę chorego na inne tory, a tym samym odwracający jego myśli od cierpienia, jako też wiara, są bodźcami dla słabnącej woli chorego, podnietą w formie jakby zastrzyku, wykrzesującą nieznane, drzemiące w ukryciu zasoby energii fizycznej i duchowej, które stanowią bardzo skuteczne broń przeciw chorobie.





Oryginalne przypisy:

(1) Identyczne zamawianie słyszałem również u czarodziejki w Witkowcach na Wołyniu.

(2) H. Biegeleisen: Lecznictwo ludu polskiego, str. 18.




poprzednia
część

 

 

Stanisław Spittal:
Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy

 

 

następna
część


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019