dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3327035 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Maciej Dajczak Maciej Dajczak ur. około 1854 r, zm. w maju 1914 w szpitalu we Lwowie, pochowany w rodzinnym Reniowie. Wieloletni wójt wsi Reniów, działacz ludowy i społecznik, inicjator budowy kościoła rzymskokatolickiego w Reniowie. Był także wiejskim poetą. Jak wspominał jego syn, inżynier architekt Wawrzyniec Dayczak, najczęściej pisał te wiersze na odwrotnych stronach różnych urzędowych druków i brulionów. Była wśród nich nawet kolęda po rusku (śpiewana potem przez Rusinów w Reniowie!) oraz wierszem po polsku spisana legenda o początkach Reniowa. Niestety, prawie cały dorobek literacki Macieja Dajczaka przepadł bezpowrotnie w czasie I wojny światowej. Zachowały się jedynie trzy wiersze w lwowskich zbiorach syna i czwarty, odnaleziony w starym czasopiśmie.

źródło: Maria Dayczak-Domanasiewicz: "Z dni wielkich przemian" - Wspomnienia architekta Wawrzyńca Dayczaka (1882-1968). Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie. Rok LIII (2008).



BRACKA GÓRA


Góra, co na końcu jej dziś Reniów leży,
Od miasta Złoczowa ku wschodowi bieży,
Zakończona klinem w dolinie osiadła,
Jakby się urwała nad stawem zwierciadła.

Tu rzewne łzy roni w swem zazdrosnym oku,
Które jako perły płyną do potoku,
Że jej dwie siostrzyce - ich lasy i pola,
Dalej falujące lecą do Podola.

Góra z lewej strony jest pięknie odziana,
Która Bracką Górą od ludzi nazwana
Co dzień tu swój cząmber w stawie wody myje,
W łonie pyszny kamień do budowy kryje.

Coraz wyżej stromo wznosi Bracką Góra,
Z której czasem bucha pary kłębów chmura,
Jakoby z podziemnej wułkanu czeluści,
Znak - na dni czternastu - tu się słota spuści.

U stóp Brackiej Góry jest pyszna dolina,
Długa i głęboka urocza kotlina,
Poziom się jej zniżył do stawu szuwarów,
Jest sucha i twarda bez leśnych moczarów.

Okryta jest lasem stuletniej dębiny,
Która w górę strzela z pomiędzy leszczyny,
Co okrywa ziemię swem kitem zieleni,
Na których się łamią słoneczne promieni.

Tu płacząca brzoza zwiesiwszy warkocze
Nad swoją urodą zawsze się kłopocze,
I swoją niewinność kryje kędziorami,
Jak zakonna siostra - pomiędzy dębami.

Tam drżąca osika w bojaźliwem szmerze
Odmawia co rana tu swoje pacierze
I pierwsza się budzi na wichrów gonitwy,
Budzi wszystkie drzewa razem do modlitwy.

Tu huknął dąb basem w swe nagie konary,
Jakoby kapelmistrz tej lasowej fary,
Grab wyje dyszkantem, brzost wiedzie tenorem,
Iwa z jarzembiną za niemi tem chórem.

Poniżej czeresznia nad inne góruje,
Klon, lipa z jaworem tej pieśni wtóruje,
Tutaj leśne grusze i dzikie jabłonie,
Wszystko do modlitwy nachyla swe skronie.

I tak wszystko razem łączy tu swe pienie,
A ten Hymn się wznosi pod niebios sklepienie,
Stamtąd się odbija do ziemi przestrzeni
Huk złączony z szumem żałosny ton mieni.

Żaden tu na ziemi talent ani sztuka,
Ani żadna mądrość, ni ludzka nauka,
Ani geniusze szalonego pióra,
Nie chwycą tej pieśni, co dała natura.

A cóż ja nieszczęsny mogę tu powiedzieć
Czy ślepy bez wodza może drogę wiedzieć?
Macam tylko pałką ślad ludzkiej ścieżyny
Lepiej ja się wrócę do Brackiej Doliny.

Tu ziemia usłana dywanem przyrody:
Barwinkiem, bratkami, tam wilcze jagody,
A tu sine dzwonki chylą się ukośnie,
Tam żółta dziewanna, a tu paproć rośnie.

I różne fijołki różnego koloru,
A tam dziki groszek chronił się do boru,
Tu trawa wysoka, jak na bujnej łące,
Tam znowu jak świecy bodziaki stojące,

Tu lecznicze zioła skryte między chwasty,
Na których się znają niektóre niewiasty,
Jak dzięgiel, biedożyniec moczą w alkohole,
Staroduba korzeń na żołądka bolę.

Gorekwitem centura leczą bóle głowy,
A także i żołądek jeżeli niezdrowy,
Rośnie tutaj zielsko zwane łaminosem,
Które na ból zębów jest pomocne czasem.

Ciemierzyca ziele, szczerbiec, masło wronie,
Rozchodnik, z którego dziewczęta swe skronie
Wianuszkami kryją na ślubne kobierce,
Od febry też zielsko zwane ziemne serce.

I dużo tu dużo ziół między chwastami,
A człowiek niebaczny depce je nogami,
Gdyby się ozwały w znanym nam języku,
Ile dla ludzkości byłoby tu leku.

Opuściłem metę. Trudno o tem marzyć
Może mię aptekarz do sądu zaskarżyć.
Lepiej sobie pójdę na polanki leśne,
Bo tu czasem rosną grzyby bardzo wczesne.

Skoro śnieg stopnieje, widać jak makówki,
To smarze z pod liści wychylają główki.
Kto ich zna gotować i dobrze przyprawić,
Wszystkie smakołyki można w kąt postawić.

Rosną tu kozary, siewulki, bielaki,
I surowoizki, rydze i sieniaki,
Pod oseczniki i żółte maślaki,
Rzeszotki i różne niejadalne psiaki.

Na początku czerwca żegnamy się z wiosną
Wtedy to prawdziwe grzyby tutaj rosną.
Stoją sobie rzędem jak na szachownicy,
Każdy w kapeluszu w szerokiej spódnicy.

A najwięcej tutaj podpieńków jest wziętych,
Bo czasem od sierpnia, aż do Wszystkich Świętych,
Zbierają kobiety i suszą takowe,
Które w czasie zimy dają pokarm zdrowy.

Rosną tutaj także i grzyby zatrute
Czerwone na czapkach pryszczami pokryte,
Przy nich czarne węże lubią się wygrzewać
I leśne ropuchi pod liściami ziewać.

Tutaj z legowiska waż podnosi głowę,
Mówi do ropuchi oracyjną mowę,
Co raz się przymila do niej rzewnym tonem,
I miżga ropuchę po wargach ogonem.

Ta się broni: pyskiem pewnie w ogon kłuje,
Wąż szybko się zwraca i w oczy jej pluje,
Szyczy i ugania, zaczajony słucha,
Niedługo wyłazi z kryjówki ropucha.

Wąż jak wściekły tygrys napada ofiary,
Głuche szamotanie słychać minut pary,
Potem piski kwiki ropuchi niebogi,
Wąż wgłębił paszczękę pod jej tylne nogi.

Ropucha z boleści podwaja swe kroki
Piszczy i obraca się na różne boki,
Wąż jak szary ogon wysysa wnętrzności,
Nic z niej nie zostawi tylko same kości.

Znać pewnie dla wężów z ropuchi omasta
Potrzebna, gdyż później skóra im odrasta
I z całego ciała, jak wąż długi bywa,
Zostawia jak siatkę, z której się wysuwa.

Jeszcze jeden rodzaj węża tutaj żyje
Błyszczący, brunatny pod liśćmi się kryje.
Zdaje się, że ślepy, nie słyszy z daleka
Gdy go się poruszy dopiero ucieka.

Na słońcu się grzeje, prawie do wieczoru
Lśniący jak łańcuszek złoty od zegaru
Kiedy go uderzyć w kawałki się skrusza,
I każdy kawałek z osobna się rusza.

Dlatego padałcem ludzie go nazwały,
Że się rozlatuje na drobne kawały.
Pełza tutaj różna ślimaków rodzina
W żółtawych skorupach i leśna zwierzyna.

Tutaj na pagórku lis ma swe pokoje,
Tam na dole sarna wodzi koźląt troje.
Tu zając pod krzakiem wybałuszył oczy,
Tam kozioł ostrożnie między drzewem kroczy.

Wilk znowu w zaroślach, po nocnej wyprawie
Śpi jakby zabity, na zielonej trawie.
Pewnie, że tej nocy miał praznik nielada,
Bo go tu przysiadła much cała gromada.

Nad leśnym jeziorkiem odyniec się kryje,
Który sobie gniazdo szeroko wyryje.
Niby śpi, a słucha, opodal maciora
Kroczy z warchlakami pić wodę z jeziora.

Borsuk chwiejnym krokiem cichutko się skrada
Spłoszony, jak kula do swej nory wpada.
Czasem tu łysiną błyśnie leśna kuna,
Która się wyciąga w biegu, jakby struna.

Czerwona wiewiórka na konar z konaru
Skacze na odległość różnego rozmiaru,
Z najwyższego drzewa na ziemię zeskoczy
Spłoszona, co rychlej na drugi pień kroczy.

Dawniej tu w dwunastym i trzynastym wieku
Było różnorodnej zwierzyny bez liku.
Były tutaj bobry, jelenie rogate,
Były białe, czarne niedźwiedzie kudłate.


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018