Poczta w Załoźcach 1873
Dodane przez Remek dnia Grudzień 11 2011 03:20:46

Poczta w Załoźcach w roku 1873




[źródło: Dziennik Polski. Rok V. Nr. 257. We Lwowie Środa dnia 8. Listopada 1873. Zachowano oryginalną pisownię.]


Załoźce 31. października.
(Koresp. Dziennika Polskiego)


Kto z urzędami pocztowemi ma częściej do czynienia, wie o tem, że o pewnych przez dyrekcję pocztową wyznaczonych godzinach na wszystkich stacjach pocztowych poczty przychodzić i odchodzić powinne, a więc ruch i komunikacja najregularniej mają się tam odbywać. Wyjątku tu nie ma żadnego i być nie może, gdyż inaczej powstałby w całej organizacji tej instytucji chaos i nieład ogromny, na czemby publiczność wiele cierpiała. Ze jedynym warunkiem tego, aby urzędy pocztowe akuratnie swemu zadaniu odpowiadały, są niewątpliwie między innemi i dobre drogi, rozumie się samo przez się, z czego więc wynika, że leży również w interesie dyrekcji poczt, ażeby się staranniej przez swoich urzędników na prowincję w celu kontrolowania urzędów pocztowych tak często wysyłanych, o stanie dróg wywiadywać i w razie uznanej potrzeby, t. j. gdy te są złe, do kompetentnych władz o zaradzenie tej niedogodności udawać zechciały. Punktualność jazdy pocztowej na główniejszych jej stacjach, gdzie są murowane, t. z. cesarskie lub nawet i krajowe drogi, nie jest bynajmniej zasługą dyrekcji, lecz możnaby więcej do jej zasług około dobra ogółu policzyć, jeżeliby się i o drogi prywatne, po których również ruch i komunikacja pocztowa się odbywa, więcej troszczyła. Wszelkie jej nakazy i rozporządzenia, co do ścisłego zachowywania przepisanych godzin, które i mniejsze urzęda pocztowe obowiązują, martwą literą tak długo pozostaną, dopokąd w całym kraju dobrych dróg mieć nie będziemy. Jak długo jeszcze na to czekać mamy?

Okolica załoziecka we względzie dróg komunikacyjnych jest nader upośledzoną, ale nie przez naturę, lecz przez autonomję, czyli tych, do których czuwanie nad temi drogami z obowiązku należy. Dopokąd pogoda sprzyja, można w naszej okolicy jako tako jeździć i to tylko w dzień, bo z większą łatwością jamy w pośród drogi się znajdujące, kamienie sterczące i dziury w mostach ominąć można, lecz w jesieni, gdy słotna nadejdzie pora, jak np. teraz, każda jazda a szczególniej w nocy jest u nas niebezpieczną, gdyż grozi złamaniem karku. Jest rzeczą naturalną, że taką samą do nieopisania złą drogą i poczta załoziecka jeździć jest zmuszoną. Czy przy takim składzie rzeczy jest jej możliwem na czas do celu zdążyć? łatwa odpowiedź. Wyczekujemy z upragnieniem mrozów i śniegu, gdyż to jedynie od powyższego złego wybawić nas zdoła. Gdy błoto zamarznie, rowy i jamy śnieg zasypie, wtedy i jazda w tutejszej okolicy staje się bezpieczną a więc i przyjemną.

Nadmieniwszy o poczcie załozieckiej, niech mi wolno będzie powiedzieć kilka słów w imieniu całej tutejszej okolicy i o jej teraźniejszym pocztmistrzu, którym jest pensjonowany ck. urzędnik kasy, p. Gilnreiner. Przez lat kilka przed nim działo się tu na poczcie różnie, od czasu jednak objęcia takowej przez niego, zauważaliśmy wszelką akuratność i punktualność w ekspedjowaniu i odbieraniu wszelkich korespondencyj i przesyłek pocztowych, przytem jest on uprzejmym i ugrzecznionym dla stron, nie dokucza, jak to wielu jego kolegów czyni, trzymając się ściśle godzin urzędowych, który to przesadzony biurokratyzm w małem miasteczku, szczególniej dla obcych ze wsi, od których niepodobieństwem jest wymagać, aby się ściśle urzędowych godzin przy nadawaniu i odbieraniu listów trzymać mogli - jest nader dokuczliwy.