Zapobieganie odmrożeniom
Dodane przez henryksliwa dnia Październik 18 2009 20:59:06
ZAPOBIEGANIE ODMROŻENIOM

Zimy teraz są łagodniejsze, a ubiory doskonalsze, ale może komuś taki sposób się przyda.

Przebywanie dłuższy czas na powietrzu w okresie dużych mrozów często kończyło się tak dużym wychłodzeniem dłoni, a nawet stóp, że dochodziło do upośledzenia krążenia

Były też w przeszłości wypadki zamarznięcia na śmierć. Zdarzało się to ludziom, którzy zabłądzili w ciemnościach lub podczas śnieżnych burz, nie odnajdowali drogi do domu... Następowała utrata czucia na zimno i jeżeli w porę nie z orientowano się w sytuacji (końce palców stawały się białe) to dochodziło do poważnych odmrożeń. Na odmrożonych palcach powstawały rany, źle się goiły i bardzo długo. Często zdarzało się, że po wejściu z zimnego dworu do ciepłego pomieszczenia, takie skostniałe z zimna palce u rąk, a też i u nóg w miarę rozgrzewania się ich zaczynał narastać ból, do tego stopnia, że zapierał dech w piersiach zmarzniętemu, a nawet powodował omdlenia.

Rada na to była jedna: natychmiast należało wyjść na dwór i szybko nacierać palce śniegiem. Opiszę sposób zapobiegania tym odmrożeniom. Kiedy końce palców były już białe i mocno zbolałe, był to moment początku procesu odmrożenia, wówczas należało, mimo odczuwanego zimna, szybko nabrać śniegu do rąk i mocno go wcierać w nie. W miarę wcierania dłonie zaczynały się rozgrzewać i pod koniec tej czynności mimo mrozu śnieg zaczynał się topić w dłoniach, a uczucie gorąca. wyraźnie wyczuwało się w palcach.

Drugi sposób to należało zdjąć z siebie wierzchnie odzienie, jakim był najczęściej kożuch, stanąć w rozkroku pochylić się do przodu i wyciągniętymi swobodnie ramionami, opuszczonymi do dołu zacząć, z dużym rozmachem uderzać się po barkach tak żeby sięgnąć palcami jak najdalej - do łopatek. Lewą ręką w prawy bark,a prawą w przeciwny. Wymachy należy wykonywać jednocześnie obydwoma rękami, w miarę szybko i energicznie. Po kilkunastu takich uderzeniach końce palców zaczynały boleć od nadmiaru ciśnienia krwi w nich i szybkiego napływu ciepła. Metoda nie kosztowna, szybka i skuteczna na dłuższy czas. A kożuch zesztywniały od mrozu kładło się na śnieg i kawałkiem kija trzepało się go tak jak trzepie się chodnik czy dywan z kurzu. Po takim masażu kożuch stawał się bardziej miękki, przylegał bardziej do ciała zmarzniętego, było od razu cieplej. Na pewno miał wpływ na to wysiłek, jaki włożył trzepiący w tą czynność. Takiego wychłodzenia doznawali najczęściej jadący saniami, którzy siedzieli dłuższy czas w bez ruchu.

Jako ciekawostkę dodam, że tam na Podolu opady śniegu były już na początku listopada i śnieg leżał aż do późnej wiosny. Niskie temperatury, w styczniu, lutym, dochodzące do -30 st.C nikogo nie zaskakiwały. W tym okresie nikt już wozem nie jeździł, dróg nikt nie odśnieżał i solą nie posypywał. Zdarzało się, że po zawiejach śnieżnych zasypało dojścia do budynków i nie raz trzeba było kopać tunele, którymi przechodziło się z mieszkania (chałupy) do stajni, stodoły, a nie raz i do sąsiada. Miałem okazję, jako mały chłopak hasać w takich tunelach.

Spisał po latach:
Henryk Śliwa
wnuk Jana Dajczaka Halaburdy z Bzowicy
Stargard Szczeciński, październik 2009 r.