Wystąpienia chłopskie w Trościańcu w 1824 roku
Dodane przez Remek dnia Kwiecień 11 2009 13:52:21
[źródło: Архівне Управління при Раді Міністрів Української РСР, Інститут Суспільних Наук АН УРСР, Центральний Державний Історичний Архів УРСР у Львові. ”Класова боротва селянства Східної Галичини (1772-1849). Документи і матеріали. Видавництво ”Наукова Думка”, Київ 1974.]. Tłumaczenie z języka ukraińskiego Remigiusz Paduch. Pominięto fragmenty odnoszące się do innych wiosek.

1824 r., 15 marca. Doniesienie Starostwa Okręgowego w mieście Złoczowie do Krajowego Prezydium o stłumieniu wystąpień włościan, skierowanych przeciwko gnębieniu ich przez właścicieli ziemskich, spłacie podatków dzierżawnych oraz wykonania letnich dni pomocnych w wioskach Pietryczach, Wielkim Trościańcu, Niemaczy, Juśkowiczach i Sokołówce

Wielce szanowne c.k. krajowe prezydium!

Zgodnie z wysokim rozporządzeniem No 7170 z 6 bieżącego miesiąca trzeba było donieść, czy w tutejszym okręgu były przypadki oporu gromad poddanych przeciw ich dominiom. (...)

Poddani z wioski Wielki Trościaniec odmawiają spłacania podatków za pośrednictwem ich dominium, chcą należną konkretną sumę zebrać między sobą na podstawie indywidualnego podziału i odwieźć ją bezpośrednio do c.k. okręgowej kasy. Okręgowy komisarz Krall przymusi ich z pomocą wojskowej asystencji do zachowania porządku, wprowadzonego skutkiem tymczasowego prawa o podatku ziemskim. (...)

Pod nieobecność pana okręgowego starosty
Sacher

Złoczów, 15 marca 1824 r.

UDIA URSR we Lwowie, g. 146, op. 7, spr. 1366, ark. 64-65. Rękopis. Oryginał.



Ciekawe, króciutkie źródło do dziejów Trościańca Wielkiego. Informacja o wystąpieniach chłopskich w 1824 r., tłumionych przy użyciu wojska.

Chodziło tu o płacenie austriackiego podatku państwowego (podatek ziemski, podatek od budynków i podatek osobisty). Dla chłopów były to spore obciążenia i w tamtym okresie zdarzały się bunty w różnych częściach Galicji (także w okręgu złoczowskim), tłumione przy pomocy wojska. W roku 1822 chłopi z terenów położonych bliżej granicy (okręg czortkowski) z powodu tego podatku uciekali całymi rodzinami do Rosji, lub pisali zbiorowe prośby o pozwolenie przeniesienia się na Bukowinę.

Podatki takie płacili chłopi, ale ich zbieraniem i odsyłaniem do kasy zajmował się dwór, czyli dziedzic z urzędnikami. I pewnie dochodziło tu do różnych nadużyć. Nie wiemy, co dokładnie dokuczyło naszym przodkom w Trościańcu, skłaniając ich do buntu. Chyba chodziło o sposób obliczania należności. Cokolwiek to było, nie pomogły żadne protesty. Austriackie wojsko zmusiło ich do posłuszeństwa.

Jeśli oglądaliście "Janosika", to możecie sobie wyobrazić tą scenę. Podobny okres historyczny i podobne mundury. Jeśli przyszło regularne wojsko ze Złoczowa, to mieli białe uniformy i charakterystyczne czarne kaski, jak "Cesarscy" w tym serialu o zbójnikach. Jeśli straż graniczna od Załoziec (też bywała używana w takich misjach), to brązowe kurtki i okrągłe, walcowate czaka. Mówili po czesku lub madziarsku, bo w owym okresie żołnierze z tych nacji pełnili służbę w tamtej części Galicji. Weszli do wioski razem z panem komisarzem okręgowym Krallem. Nie wiadomo, jak było w Trościańcu, ale w wymienionym źródle były przykłady z innych wsi, opisywane potem w chłopskich skargach. Zwykle włościanie liczyli na "cesarską" sprawiedliwość, próbowali dyskutować i nie ustępowali od razu - a to był błąd. Na pierwszy ogień szli ich przedstawiciele - czyli ci, co układali petycje czy skargi, a potem negocjowali w imieniu całej wioski. Stosowano kary cielesne połączone z aresztem. Delikwentów bito kijami - standardowe "stawki" to 25-40-50-60 kijów, a bardziej opornym po 100 i więcej. Plus dodatkowo "odsiadka" w dominialnym areszcie, liczona w tygodniach. Być może spotkało to naszych przodków: jakiś Dajczaków, Półtoraków, Sąsiadków, Gierców czy innych, ktokolwiek z tych starych trościanieckich rodów był w ów protest zaangażowany. Jeśli nie ustąpili od razu - zostali obici kijami i zamknięci na 3-4 tygodnie w dominialnym areszcie. Mieścił się on gdzieś przy siedzibie mandatariusza, być może przy trościanieckim pałacyku lub w innej wiosce klucza, gdziekolwiek mieścił się sąd. W każdym razie, z biciem czy bez, ludność wioski została odpowiednio sterroryzowana i od tej pory grzecznie płaciła podatek przez swoje dominium, bo o żadnych protestach z Trościańca Wielkiego już nie słychać.